Tatarzy

Tatarzy

W upalny wrześniowy piątek z Katowic wyjechał Axel z Ewą i powolutku ruszyli na północny wschód przez Kielce do Kazimierza Dolnego. Po drodze troszkę zwiedzali, a na miejscu zajęli pokój i ruszyli podziwiać malownicze zakątki cudownego miasteczka. Parę godzin później, po pracy z Orzesza ich śladem ruszyły dwa motory Gutka i mój starając się wszystkimi siłami dotrzeć przed zmrokiem do celu. W Kroczycach na stacji czekał na nas już Tomanek. Pędziliśmy radośnie w słoneczne popołudnie przez Jędrzejów, Kielce, Skarżysko, Iłżę do Kazimierza. Pomimo usilnych starań dotarcia do celu za dnia, co skutkowało wystąpieniem pewnych niezgodności z obowiązującymi przepisami na drodze, przyjechaliśmy do Kazimierza po ciemku. Ostatnie 1.5 km posuwaliśmy się w żółwim tempie wąską droga pokrytą kocimi łbami i dziurami. Bez trudu odnaleźliśmy nasz pensjonat, głównie dzięki niezłej orientacji w terenie naszego GPS-a, rzuciliśmy rzeczy, szybko się umyliśmy i pognaliśmy szukać jedzenia i picia. Choć kolejność naszych potrzeb była akurat odwrotna. Blisko centrum znaleźliśmy knajpkę oferująca niezłe jedzenie i zimne picie. Miło rozmawiając zaspokoiliśmy nasze potrzeby, przeszliśmy się po rynku i wróciliśmy do naszego pensjonatu. I tak nastała noc.

Sobotni poranek był ciepły, słoneczny i mglisty. Krótki spacerek wzdłuż Wisły, śniadanie i ruszyliśmy w dalsza trasę. Pierwszym naszym celem była Święta Góra Grabarka. Dotarliśmy do niej kręcąc uroczymi, wąskimi, pustymi dróżkami Podlasia. Zostawiliśmy motory na parkingu i weszliśmy na szczyt wzgórza. Pooglądaliśmy las tysięcy krzyży wotywnych, zabudowania klasztoru oraz samą cerkiew. Schodami zeszliśmy na dół do cudownego źródełka i napiliśmy się wody. Z Grabarki pojechaliśmy dalej do Tykocina. Czas szybko biegł, żołądki się upominały o swoje prawa, ale wytrzymaliśmy aż do tego historycznego miasta. Na obiad stanęliśmy w cudownej knajpce nad Narwią, która to knajpka brała udział w filmach z serii „U Pana Boga …" Siedliśmy w ogródku nad rzeczką, woda szemrała, jedzonko było niezłe, a picie zimne. Po obiedzie sumiennie zwiedziliśmy kościół w Tykocinie, Wielki Rynek z pomnikiem Stefana Czarnieckiego, Rynek Żydowski i prześliczną, starą synagogę. Potem na motorach podjechaliśmy do zamku w Tykocinie, w którym bronił się Władysław Hańcza przed zbuntowanymi chorągwiami pod dowództwem Tadeusza Łomnickiego. A może był to Wielki Książę Litewski? Trudno się w tym wszystkim połapać

Zamek okazał się dość ładnie odbudowany, choć do końca odbudowy wiele brakuje. Wobec braku czasu pognaliśmy szybko w stronę Białegostoku. Miasto przelecieliśmy szybko obwodnicą i nieco błądząc dotarliśmy do Supraśla. Miasto jest prześliczne. Na muzeum ikon nie starczyło czasu, troszkę więc posnuliśmy się po uliczkach. Do przepięknej cerkwi nie weszliśmy, bo trafiliśmy akurat na porę medytacji lub modłów braciszków. Jakby nie mogli się modlić po naszym wyjściu. Z Supraśla już tylko rzut beretem do Kruszynian, gdzie czekał na nas nasz pensjonat. Byliśmy bardzo odwodnieni, więc pierwsza naszą myślą było kupić piwo i się napić. I tu zaczęły się schody. W pensjonacie nie ma piwa, we wsi nie ma sklepu, a w knajpie tatarskiej do picia podają wyłącznie jakiś dziwny kompot z owoców o zupełnie mi nieznanej nazwie. Na szczęście w kufrach była żelazna racja, a w zasadzie aluminiowa. Sprawiedliwie podzieliliśmy się paroma łykami tego jakże pożądanego napoju i ruszyliśmy na kolację. Nasza pani z pensjonatu zdecydowanie poleciła na Tatarską Jurtę – jako miejsce na wskroś przesiąknięte tatarskim duchem, a co ważniejsze owym duchem przesiąknięte były też potrawy i napoje. Było dość pełno, ale zaprosiła nas do swojego stołu dwójka motocyklistów z Warszawy. Najlepszy numer wyszedł w czasie rozmowy – motocykl swój pani motocyklistka kupiła w śląskim miasteczku o nazwie Orzesze. Nabyliśmy przeróżne potrawy, oraz złocisty kompot. Niestety, knajpka nie oferowała tatara w sosie tatarskim. W celach poznawczych w Gutkiem braliśmy różne dania i jedliśmy je po połowie. Na deser jeszcze wzięliśmy tatarski makowiec z tatarską kawą i poszliśmy na spacer po wsi. Zobaczyliśmy z zewnątrz meczet, przeszliśmy całą wieś, czyli jakieś 500 metrów i weszliśmy do Zajazdu Na Końcu Świata. Kolejne ciekawe miejsce. O innym charakterze. Ale też ciekawy. Niestety, 1 osoba do obsługi przepełnionego obiektu nie dawała nam szans na podanie czegokolwiek, więc wypiliśmy całkiem dobra nalewkę i poszliśmy dalej. Na ulicy spotkaliśmy lokalnego Tatara, który nam sporo opowiedział o regionie. A nawet zaprowadził do odwiecznej instytucji, zwanej babcią. Po dokonaniu transakcji poszliśmy już prosto do pensjonatu i położyliśmy się spać.

Nastał pogodny niedzielny poranek. Poszedłem na spacer po wsi. Zobaczyłem cmentarz muzułmański, prawosławny. Spotkałem Andrzeja pędzącego przez wieś na zdezelowanym rowerze. Pogoniłem za nim i razem zobaczyliśmy cerkiewkę prawosławną. Potem wróciliśmy na śniadanie, spakowaliśmy się i pojechaliśmy na cmentarz muzułmański. Pooglądaliśmy stare i nowe nagrobki, a o 9.00 stanęliśmy przed meczetem. Po chwili wpuścił nas do środka młodzieniec o klasycznie tatarskich rysach. Zdjęliśmy przykładnie butki i wysłuchaliśmy długiej opowieści o tatarach w Polsce i na Litwie, o zwyczajach i o islamie jako takim. Bardzo ładnie młodzieniec ów opowiadał. Ale ze przed nami była trasa przez prawie całą Polskę ruszyliśmy na południe. Za Supraślem na parkingu stała spora grupa motocyklistów. Zauważyłem ją za późno, a był to prawdopodobnie Rajd Katyński – minęliśmy go. Potem była długa droga w budowie – od Białegostoku po Marki pod Warszawą. Drogę pokonaliśmy nie do końca przepisowo, ale najfajniejszy był moment, gdy lecieliśmy lewym pasem, przy podwójnej ciągłej, zakazie wyprzedzania i ograniczeniu do 60 km/h. Z drugiej strony jechała ciężarówka, więc wryliśmy się na nasz pas pomiędzy dwa tiry. A na poboczu stał radiowóz. Wygląd min chłopaków był bezcenny. Zatankowaliśmy na stacji z czołgiem. To nie był zwykły czołg, bo miał naklejkę Misja Wschód. Cokolwiek by to miało znaczyć. Poskakaliśmy po nim, a nawet nie wgniotła mu się karoseria.

Potem Warszawa, długa trasa na południe, żeberka w Poczesnej, Jura i późnym popołudniem przyjechaliśmy szczęśliwi do domów.



Spotkanie w Kroczycach
Pensjonat Spichlerz w Kazimierzu
Kazimierz Dolny
Kazimierz Dolny
Kolacja w Kazimierzu
Kazimierz Dolny
Spichlerz rankiem
Wały nad Wisłą
Wały nad Wisłą
Zbieramy się
Pakujemy
I już prawie gotowi
Ruszamy
Grabarka
Idziemy zwiedzać
Krzyże wotywne
Krzyże na Grabarce
Budynek klasztoru
Las krzyży
Wejście do cerkwi
Cerkiew
Cudowne źródełko
Pompa
Więc pijemy
Zaraz ruszamy
Ruszamy
Przed Tykocinem
Tykocin - knajpka z "U Pana Boga..."
Pamiątkowa fotka
Pamiątkowa fotka
Obiadek
Picie też wazne
Narew
Gadamy
Kościół w Tykocinie
Organy
Stefan Czarniecki
Rynek w Tykocienie
Synagoga
Pan
Synagoga w Tykocinie
Synagoga
Jad
Zamek w Tykocinie
Zamek w Tykocinie
Zamek w Tykocinie
Tykocin
Tykocin
Supraśl
Supraśl
Supraśl - obronna cerkiew
Brama i wieża do cerwki
Supraśl - cerkiew
Kruszyniany - Pensjonat pod Lipami
Nawadnianie
Nawadnianie
Idziemy na kolacje
Podlasie
Tatarska Jurta
Tatarzyny
Tatarka
Skupiony Tatarzyn
Pierekaczewnik
Tatar
Meczet w Kruszynianach
Na końcu świata
Gadamy
Na stole
Wieczór
Podlasie
Cmentarz muzułmański
Cmentarz muzułmański
Cmentarz muzułmański
Cmentarz muzułmański
Niedzielny poranek
Ruszamy
Przed wyjazdem
Cmentarz muzułmański
Meczet w Kruszynianach
Meczet w Kruszynianach
Meczet w Kruszynianach
Meczet w Kruszynianach
Meczet w Kruszynianach
Ruszamy
Starcie zbrojne
Konflikt
Potwór ujarzmiony
Obłaskawiony
Czas jechac
Jura Krakowsko - Częstochowska
A1
Droga na północ
Droga na południe

Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V