Saksonia

Saksonia

W piątkowe popołudnie w kierunku Lubania zaczęli zjeżdżać się uczestnicy wyprawy do szeroko pojętej Saksonii – zarówno czeskiej jak i niemieckiej. Do Motelu Łużyckiego w Lubaniu do wieczora przybył komplet podróżników. Popołudnie spędziliśmy na rozmowach oraz nieco uszczupliliśmy zapasy lokalnej restauracji. Wieczorkiem wszyscy udali się na zasłużony wypoczynek.

Nastał poranek. Wszyscy spali, poleciałem więc uzbrojony w komórkę z GPS-em i aplikację Polska Niezwykła na poszukiwanie słupa poczty polsko – saskiej. Pomimo tak wyrafinowanej technicznej, by nie rzec kosmicznej pomocy słupa nie znalazłem. Pognałem więc do Motelu na śniadanie. Po śniadaniu spotkaliśmy się wszyscy na parkingu przy motorach. Ruszyliśmy na południowy zachód do Czech. Staraliśmy się jechać malowniczymi, wąskimi dróżkami. W Rumburku stanęliśmy na chwilkę zaopatrzyć się w lokalne środki płatnicze. A potem wjechaliśmy na tereny Szwajcarii Czeskiej. Jechaliśmy wąziutką, pustą dróżką, wśród małych wioseczek o oryginalnej architekturze, wśród malowniczych skałek, cudnymi dolinkami. Droga wiła się setkami zakrętów. W końcu dojechaliśmy na parking pod Pravczicką Bramą. Sądząc z fotek – cudowne miejsce. Niestety parking był pełen. I choć jakoś upchalibyśmy na nim swoje motory, pan nas bestialsko wyrzucił i kazał jechać na dalsze parkingi. Przejechaliśmy kilka kilometrów – ale nie dość, że był to kawał drogi w motocyklowych ubrankach to i tak były pełne. Dojechaliśmy więc do Hreńska w dolinie Łaby. Malownicze miasteczko pełne pensjonatów przyklejonych do skalnych ścian. Parkingi nadal przepełnione, więc pojechaliśmy wzdłuż Łaby do Deczina. Wjechaliśmy do miasta, troszkę pooglądaliśmy barokową starówkę, z daleka zobaczyliśmy przepięknie położony na górze zamek i pojechaliśmy dalej doliną Łaby. Po kilkunastu kilometrach skręciliśmy na wschód. We wsi Zubrnice pooglądaliśmy troszkę ciekawych drewnianych budynków i poszliśmy na obiad. Pani kelnerka chyba widziała motocyklistów po raz pierwszy w życiu, bo wylała na Rycha talerz gulaszu. Na szczęście był to gulasz segedyński, więc Rycho pływał głównie w kiszonej kapuście, która jak wiadomo kolorem nie różni się istotnie od barw Harleya. Kolejnym naszym celem było stare miasto Usztek. Podjechaliśmy pod obrzeża miasta, ale wszystkie drogi były zastawione barierkami. Porzuciliśmy więc motory na trawniku i pognali do centrum. W mieście akurat trwał jakiś festyn. Uiściliśmy stosowną opłatę za wejście i mogliśmy się rozkoszować ciekawą architekturą, występami zespołów, pieśniami śpiewaków oraz tańcami tancerzy. Bardzo żałowaliśmy zjedzonego niedawno obiadu, ponieważ na rożnie obracał się całkiem apetyczny prosiak i wyglądał na już upieczonego. Ale że byliśmy najedzeni, świniak kręcił się nadal nie naruszony. Kolejnym celem miał być wykuty w skałach klasztor Sloup. Z bliżej nieznanej przyczyny nie trafiliśmy do tego zacnego miejsca i musimy jechać tam drugi raz w najbliższej przyszłości. Zupełnie przypadkowo stanęliśmy w Jabłonnem, gdzie zwiedziliśmy bardzo ciekawą bazylikę mniejszą św. Wawrzyńca i św. Zdzisławy. Sama Święta jest pochowana w kryptach bazyliki. Dalsza trasa prowadziła przez małe malownicze miejscowości Czech, Niemiec. I tak dojechaliśmy do Lubania. Na miejscu nawadnianie, kolacja i nocne Polaków rozmowy. Nadeszła noc.

Obudziłem się wcześnie i zaraz poleciałem do centrum Lubania na poszukiwanie słupa poczty polsko - saskiej. Nie było go nigdzie. W końcu poddałem się i wracając do motelu znalazłem go na samym środku rynku. Czyli zupełnie nie tam, gdzie powinien stać. Po śniadanku zebraliśmy się na parkingu i ruszyliśmy w kierunku zachodnim.

Pełni zapału pędziliśmy przez Polskę do Gorlitz, przejechaliśmy przez całkiem ładne miasto i zagłębiliśmy się w pofałdowanym i malowniczym terenie niemieckiej Saksonii. Jechaliśmy w kierunku Bastei – potężnej, skały o pionowych ścianach wznoszącej się nad korytem Łaby. Niestety, pozamykane drogi uniemożliwiły mam dojazd do tej atrakcji, więc chcąc niechęcąc pojechaliśmy do Konigstein – ogromnej twierdzy zbudowanej na pionowych skałach, obwarowanej murami. Twierdza nie do zdobycia. Motory postawiliśmy może niezbyt przepisowo bo na jakiejś przydrożnej łące i z buta ruszyliśmy dróżką pod górę. Po 10 minutach doszliśmy do kasy, nabyliśmy bilety i windą pojechaliśmy na górę. Sumiennie pozwiedzaliśmy część atrakcji. Na wszystkie potrzeba by chyba całego dnia. Zjechaliśmy w dół i pojechaliśmy do Pirny na obiad. Zjedliśmy coś w chińskiej knajpce. Do teraz pamiętam nazwę mojej potrawy, nawiasem mówiąc polecam ją wszystkim – Saku Yaki.

Najedzeni pojechaliśmy ponownie zaatakować Bastei. Ruszyliśmy bardzo malowniczymi dróżkami przez przepiękną Saksonię. Niestety, znów wpadliśmy w system zamkniętych dróg. Ty razem na szczęście były strzałki „Umleitung". A niemieckie strzałki to pewne strzałki. I choć ich układ nie do końca mi się podobał, jechaliśmy za nimi ufnie i pełni nadziei że dojedziemy do upragnionej skały. Nie pomyśleliśmy o tym, ze to jednak były wschodnie Niemcy i koniec objazdu skończył się ślepą drogą. To było dla nas sporym zaskoczeniem. Chcąc nie chcąc odpuściliśmy Bastei i cudownymi dróżkami wróciliśmy do Lubania. Wieczorkiem poszliśmy do miasta, gdzie z dumą niemałą wszystkim pokazałem słup poczty polsko – saskiej.

W ostatni dzień wyjazdu wszyscy zgodnie stwierdzili, ze wracają do domu autostradą, więc ruszyłem samotnie na północ. Przez Żagań, gdzie króciutko przeleciałem się po centrum pojechałem do Zielonej Góry. Zobaczyłem rynek, odnalazłem kilkanaście Bachusków i podjechałem pod Muzeum Wina – niestety – było zamknięte, więc poszedłem na pobliskie wzgórze w centrum miasta, porośnięte dorodnymi krzaczkami winogron. Z Zielonej Góry pojechałem na południowy wschód, przeprawiłem się promem przez Odrę, a potem mknąłem wąskimi dróżkami – nierzadko z jednym pasem asfaltowym, a drugim szutrowym. Pędziłem więc to asfaltem, to szutrem w stronę Trzebnicy. A potem to już ino jazda, S8, potem A4



Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V