Rozpoczecie sezonu

Rozpoczecie sezonu

 Nadeszła przepiękna, słoneczna wiosna, dni stały się dłuższe, słońce grzało mocniej, a na drogach asfalt stał się suchy i niezwykle przyczepny. Wiedząc o nadchodzącej wiośnie ustaliliśmy komisyjnie, że dzień 21.04 będzie najlepszym momentem na rozpoczęcie kolejnego sezonu motocyklowego. Organizacji tego niezwykle istotnego przedsięwzięcia podjęli się prawie spontanicznie Agnieszka i Wechu. W tym celu zarezerwowali wypaśny obiekt w samym środku obrzeży Wisły, zamówili mnóstwo pysznego jedzonka, a nawet załatwili cudowne kraniki z których lał się złocisty napój. Tu muszę dorzucić łyżeczkę dziegciu – za ów złocisty napój należało zapłacić. Ale jakoś to przełknęliśmy, tym bardziej, że ów napój był w dwóch gatunkach i a cena jego przystępna była. I tak w piątkowe popołudnie do pana Fojta zaczęły zjeżdżać nieprzeliczone zastępy motocyklistów. I tu musze się zadumać nad przekorna naturą człowieka – pomimo długiego dnia, słonecznego i ciepłego, znakomita większość motocyklistów przyjechała samochodami. Tylko Miki, Dżawor i Gutek dotarli do nas jednośladowo. Od wczesnego piątkowego popołudnia witaliśmy hucznie i ciepło przybywających kolejnych dwuśladowych motocyklistów. Całe popołudnie minęło nam na rozmowach, degustowaniu posiadanych i nabytych napojów, oraz podziwianiu wszystkich trzech motorów. W pewnej chwili na plac wypadła Agnieszka krzycząc w niebogłosy, ze kotlety zostały rzucone. I że musimy pędzić. Oczywiście wizja rzucanych kotletów podziałała na naszą wyobraźnię, więc pędem pognaliśmy na salę jadalną. Podano pyszny żurek oraz owe kotlety będące obiektem pożądania. Po obiedzie nie ruszyliśmy się z miejsca ponieważ na stół wjechała zimna płyta. I tu muszę powiedzieć, że owa płyta nie była zimna, tylko w temperaturze pokojowej i nawet nie była płytą tylko licznymi talerzami zastawionymi całkiem dobrymi smakołykami. I tak na jedzeniu owych smakołyków, popijaniu ich przeróżnymi napojami oraz rozmowach przeszedł nam cały wieczór. Część imprezowiczów udała się na spoczynek o godziwej porze, ale byli i tacy, którzy marzyli o zobaczeniu wschodu słońca w górach. Niestety, w uwagi na niezbyt pogodną aurę wschodu się nie doczekali, więc poszli spać nad ranem.

Nastał sobotni poranek. Na dworze lał deszcz, więc tradycyjne poranne oglądanie motocykli musieliśmy sobie odpuścić i od razu udać się do sali jadalnej, gdzie stoły uginały się pod ciężarem wędlin, serów i jajecznicy. Sumiennie pożarliśmy wszystko co podano i cieszyliśmy się, że śniadanie owo było dobre i pożywne. Po śniadaniu jeszcze troszkę pogadaliśmy, ale wszystko co miłe kiedyś się kończy i trzeba było wyjść na dwór, aby ruszyć w trasę zaplanowaną przez Agnieszkę i Wecha. Z uwagi na całkiem konkretny opad deszczu upchaliśmy się wszyscy w samochodach, co miało jeszcze jeden niebagatelny plus, czyli pozwoliło zredukować do minimum liczbę kierowców. A że naszym celem był Browar Cieszyński, redukcja owa była w pełni słuszna i uzasadniona strategicznie. Cała kolumna prowadzona przez Agnieszkę bez trudu dotarła do Cieszyna i zaparkowała na dużym parkingu pod zamkiem. Nasze szczęście nie miało granic, gdy się okazało, ze prawie przestało padać. Więc sporą grupą ruszyliśmy na wzgórze zamkowe. Posnuliśmy się urokliwymi uliczkami, pooglądaliśmy park z kwitnącymi drzewami magnolii i znaleźliśmy spory leżak wyłożony zieloną siatką. Najbardziej znużeni długim podejściem na wzgórze padli na leżak i zaczęli oddawać się zasłużonemu wypoczynkowi. I tak nastała długo wyczekiwana godzina 12:00. O tej porze miał przyjść po nas pan i zaprowadzić nas. A miał nas zaprowadzić nie byle gdzie, tylko do cudownego miejsca, gdzie zwykła woda wodociągowa zamienia się w pyszny napój. Świadomie nie użyję przymiotnika „złocisty" ponieważ w większości przypadków napój ów miał zupełnie inne kolory. Pan oprowadzał nas przez kolejne etapy produkcji. Najpierw byliśmy w sali, gdzie z ziaren jęczmienia i pszenicy produkuje się słód. Proces z chemicznego punktu widzenia polega na rozłożeniu wielocukrów zawartych w ziarnach na cukry proste. Pan dokładnie nami tego procesu nie wyjaśnił, ale od czego są powieści Alfreda Szklarskiego. W książce Tomek u źródeł Amazonki sławny pisarz opisuje sposób uzyskiwania cukrów prostych dzięki przeżuwaniu ziaren przez najstarsze kobiety we wsi. Kobiety przeżute ziarna wypluwały do kadzi, gdzie cukier fermentował dając słynny indiański napój chicha. O analogicznym procesie produkcji piwa świadczą wielkie kadzie z drzwiczkami przystosowanymi do wypluwania przeżutych ziaren. Przeżute ziarna, bogate w cukry proste dzięki działaniu enzymów śliny, poddawane są procesowi fermentacji. 90% wszystkich piw produkowanych jest w procesie fermentacji dolnej i nosi nazwę lager. W celu zobaczenia miejsca fermentacji dolnej zeszliśmy głęboko w dół, gdzie stała skomplikowana aparatura do owej fermentacji. Aparatura była metalowa i wyposażona w liczne komputery strzegące stale procesu tworzenia piwa. Ukrycie aparatury w głębi góry ma też inne zalety – cenne elementy są ukryte przed wzrokiem zbieraczy metali, a sam proces produkcji alkoholu przed oczyma pracowników Urzędu Skarbowego.

Z najniższych poziomów browaru przeszliśmy wyżej, gdzie miała miejsce fermentacja górna. Przebiega ona szybciej, a piwa uzyskane ta metodą noszą nazwę „ale". Mają one bogatszy zapach, ale produkowane są w wyższej temperaturze. Mnie mniej się spodobały, bo jednak wolę piwa zimne. Zwiedziliśmy też ogromne pomieszczenie do przechowywania lodu we wnętrzu góry. To jest dobry pomysł, bo zgromadzony tu lód uniezależnia temperaturę piwa od kaprysów producentów lodówek. I tu musze pochwalić zarząd browaru – ponoć dzieli się owym lodem z punktami sprzedaży swoich wyrobów.

Gdy już prześledziliśmy cały niezwykle skomplikowany cykl produkcyjny poszliśmy do sali, gdzie się degustuje owoce tej jakże potrzebnej społeczeństwu wytwórni. I musze przyznać, że owe owoce były szczególnie przyjemne w zapachu i smaku i na pewno zawierały mnóstwo selenu, tak ważnego w życiu każdego człowieka. Oprócz samej degustacji pan – pasjonat piwny, opowiedział nam wiele bardzo użytecznych szczegółów na temat najważniejszego napoju w życiu każdego motocyklisty.

Browar opuściliśmy szczęśliwi, pełni nowej wiedzy, ze sporym zapasem pysznych płynów w żołądkach oraz w każdej wolnej ręce. Po ugaszeniu pragnienia poczuliśmy głód straszliwy i ruszyliśmy całą grupą do pobliskiej knajpki, którą znaliśmy jako miłą i serwującą całkiem dobre jedzonko. Rozsiedliśmy się przy stolikach i zaczął się czas oczekiwania. I czas ów przeciągnął się ponad dopuszczalną miarę. Pomimo długiego czasu oczekiwania otrzymaliśmy zimne piwo i zimne jedzenie. I o ile co do piwa nie mam żalu do knajpki, to jednak jedzenie mogłoby być nieco cieplejsze. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak omijać ową knajpkę szerokim łukiem. Choć jeszcze nie tak dawno była bardzo dobrą knajpką.

Po wyjściu na dwór udaliśmy się do samochodów i wróciliśmy do Wisły. Tam czekał na nas kolejny posiłek, który spożyliśmy z zadowoleniem. W celu zapewnienia rozrywki dla ducha przyjęliśmy do Klubu nowego członka, zwanego z angielska T-Mobile. Wykazał się on wysokimi umiejętnościami jazdy na pojeździe jednośladowym, spożył bez nadmiernej obawy napój przyrządzony przez Gutka oraz złożył uroczyste ślubowanie wymagane osobnymi przepisami administracyjnymi dla nowo wstępujących członków . A potem to już była ino impreza.

Niedzielny poranek powitał nas zachmurzonym niebem i brakiem słoneczka. Na szczęście świat był rozjaśniony przez wszędzie zalegający śnieg i ku naszej radości padający nadal wielkimi płatami. Radość ową widać było szczególnie na twarzach Kolegów przybyłych na spotkanie na motorach. Niestety, śnieg nie stanął na wysokości zadania i zaczął z czasem topnieć. I wraz ze śniegiem topniała grupka motocyklistów w Wiśle.

Bardzo dziękujemy Organizatorom za zorganizowanie cudownego i niezwykle dydaktycznego spotkania



Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V