Na narty i baseny

Na narty i baseny Rozpoczął się nowy rok. Rozpoczął się nowy sezon. Żeby ten fakt jakoś uczcić Beti i Miki, wkładając w to całe swoje serce, umysły i niebagatelne doświadczenie organizacyjne, załatwili przecudną metę w pobliżu wyciągów, sklepu z napojami oraz doskonałe góralskie jedzonko. A że zima o dziwo ciągle trwa i pomimo drugiej połowy stycznia mróz trzymał się w okolicy -20 stopni w kierunku Białki Tatrzańskiej sunęły całe zastępy pojazdów niekoniecznie jednośladowych. Najbardziej wygłodniali spotkania wyruszyli już w piątkowe przedpołudnie, pozostali związani z pracą zawodową ruszali w miarę swoich możliwości. Trasy do celu były przeróżne, ale wszyscy stawili się w piątkowy wieczór na miejscu. Z tym, ze niektórzy przyjechali późnym wieczorem, a ostatni maruderzy bardziej sobotnim porankiem, niż piątkowym wieczorem. Po całkiem dobrej obiadokolacji w piątkowy wieczór, zaopatrzeni w stosowne napoje udaliśmy się do dużego pokoju pełnego wygodnych siedzisk na nocne Polaków rozmowy. Jakiś czas temu, nasz Kolega Andrzej obchodził swoje okrągłe urodziny. Z tej okazji postanowiliśmy uczcić tę uroczystość wręczając Solenizantowi jakiś stosowny upominek. Tak więc nabyliśmy zapas drewna, który może płonąć i płonąć, odpowiednią do tego rozpałkę, znaną ze swojej niebywałej skuteczności, czego dowodem są nieustannie pokazywane w TV filmy, na których owa rozpałka zapala gruby, mokry i z założenia niepalny konar gorącym płomieniem. Ponieważ bardzo obawialiśmy sie, ze rozpałka owa może tak rozpalić konar, że ucierpi na tym sam Solenizant, zakupiliśmy mu dodatkowo ochronną maskę na głowę i twarz mającą na celu ochronę przed płomieniem najbardziej wrażliwych i wystawionych na ludzi widok części ciała. Czcigodny Jubilat poruszony wizją płonącego na zawołanie konara, ubrany w ochronną maskę przypominającą trochę głowę dobermana skrzyżowanego z egipskim Anubisem ruszył na podbój serc niewieścich. Jako pierwszy cel wybrał sobie Mirkę, co było o tyle rozsądne, że Mirka będąc jego żoną od wielu lat, nie powinna stawiać nadmiernego oporu nawet w obliczu niebywale groźnej maski przedstawiającej oblicze boga pochodzącego z drugiego świata. Na wszelki wypadek udaliśmy sie razem z Andrzejem wiedzeni może nie tyle niepokojem o naszego Kolegę, który mógł srodze ucierpieć w razie niechęci Mirki do egipskich bóstw, co niezdrową ciekawością, że będzie się działo coś wartego uwiecznienia na fotkach dla potomności. Niestety, Mirka nie stanęła na wysokości zadania, nie przestraszyła się groźnego boga zaświatów, a nawet wydawało się nam, że polubiła to jego czarne i dzikie oblicze. Andrzej po tym nie do końca udanym eksperymencie odpuścił dalsze podboje i już wszyscy zgodnie udaliśmy się na salę na dalsze rozmowy. W końcu grupę ogarnął sen. Nastał sobotni poranek Wygłodniała rzesza motocyklistów, nie czekając na wybicie stosownej godziny rzuciła się do jadalni na śniadanie. A było co jeść. Były serki i wędliny, było picie, były warzywa. Objedzeni po uszy wystawiliśmy zaciekawione oblicza poza dom i okazało się, ze pogoda jest prześliczna, dookoła widać góry, skrzy się w słońcu gruba na 5 centymetrów warstwa śniegu (w miejscach, gdzie wiatr porobił zaspy). Widok ten dodał nam energii i ruszyliśmy na pobliskie stoki narciarskie. Poleciałem pierwszy, żeby zdążyć pojeździć przed najgorszym tłumem. Przez ponad godzinę pędziłem z prędkością światła po wszystkich wyciągach i nartostradach. A było ich trochę. Bardzo nam się owa Białka rozrosła. W końcu dotarła reszta Kolegów. W tak zacnym gronie ruszyliśmy w dół ile fabryka dała. Po chwili przy naprawdę dużej prędkości niespodziewanie rozstałem się z nartą czego skutkiem było uderzenie klatką o glebę. Troszkę zabolało, ale ubrałem narty i ruszyłem dziarsko w dół. Gdy osiągnąłem znów naprawdę dużą prędkość ponownie wypięła sie narta i ponownie uderzyłem klatką o glebę. Teraz to już naprawdę zabolało. I znów ubrałem narty i z prędkością piechura idącego trzeci dzień przez pustynię bez wody pojechałem w kierunki skiserwisu. Tam uczynny młody człowiek sprawdził wiązania, podociągał sprężyny i od tego czasu narty łączyły się ze mną w sposób całkowicie integralny. Troszkę jeżdżąc, troszkę balując w knajpce zakończyliśmy nasz dzień narciarski. Pognaliśmy szybko do pensjonatu na obiadek. Był bardzo dobry i po chwili już całą grupą poszliśmy na spotkanie z koniami. Na parkingu za Biedronką stało kilka koni przywiązanych do sań. Podzieliliśmy się sprawnie na czteroosobowe grupki i powsiadaliśmy do najbliższych pojazdów. Konie ruszyły pędem szalonym, czyli jakieś 10 - 15 km/h. Sanie skakały z kamienia na kamień, spod płóz leciały iskry, a woźnica tłumaczył nam, że konie wolą ciągnąć sanie po kamieniach, bo sie mniej ślizgają. Zajechaliśmy na spory plac nad rzeczką. Stały tam przygotowane nad ogniem ruszta, chłodziły się alkohole. Najmniejszy problem był właśnie z chłodzeniem alkoholi, bo temperatura na pewno była grubo poniżej -10 stopni. Termometry mówiły, ze chodzi o stopnie Celsjusza, ale mnie się wydawało, że było -10 stopni Kelvina, co fizycy mogą uznać za herezję. Ale jakby tak tam trochę postali, to na pewno by stwierdzili to samo. Dostaliśmy więc różne należycie schłodzone do -10 stopni Kelvina napoje, a po chwili mogliśmy zajadać bardzo pyszną miejscową kiełbasę. Objedzeni i opici zostaliśmy odwiezieni przez uczynne konie do Biedronki. Trasa powrotna była cudowna. Każde sanie miały pochodnie ustawione na światła drogowe, konie błyskały snopami iskier spod butków, a wszyscy dziarsko pokrzykiwali staropolskie kuligowe okrzyki "Zimno! zimno! Daleko jeszcze ?" Wróciliśmy do pensjonatu i znów do nocy siedzieliśmy i gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy. Poranek jak zwykle schyłkowy. Ponure pakowanie, śniadanko, niedźwiadki i kolejni uczestnicy udawali się w sobie wiadomych kierunkach. W parę osób pojechaliśmy do basenów termalnych pomoczyć w wodzie ciałka. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i po wykonaniu stosownych pożegnań rozjechaliśmy się do domów. I tak powoli impreza przeszła do historii


Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V