Ślub Dżawora

 W sobotni poranek na kultowej stacji Minkus stanęło 5 motorów. A wszystkie umyte i zatankowane po korek. A obok stanęło 5 motocyklistów - wszyscy umyci i w wyprasowanych ubrankach. No może trochę przesadziłem. Po krótkim gadaniu wsiedliśmy na motory i przez Mikołów, Katowice, Sosnowiec pojechaliśmy do Siewierza. Tam skręciliśmy na nową obwodnicę i po chwili pędziliśmy przez Porębę. Słowo pędziliśmy jest trochę na wyrost, ponieważ świadomość obsesyjnego suszenia w tej wsi spowodowała, że jechaliśmy prawie prawidłowo. W pewnym momencie Gutek zauważył na poboczu uroczego motocyklistę na wypaśnej trajce ze stożkowym wiklinowym kaskiem. I stanęliśmy i nabyliśmy kolegę. Sporo czasu zajęło nam umocowanie motocyklisty i jego pojazdu do motocykli, ale wspólnymi siłami i ku radości mieszkańców wsi udało nam się to wykonać wzorowo. Wobec tego w powiększonym gronie ruszyliśmy dalej na północny wschód. Przez Zawiercie, Kroczyce, Nagłowice, Jędrzejów dotarliśmy do drogi nr 7 z Krakowa do Stolicy. Pod Chęcinami motory o mniejszym zasięgu upomniały się o tankowanie. Stanęliśmy na stacji, chwilę pogadali, Janulos obliczył skrupulatnie, że stracił prawo jazdy już 17 razy, a nie jesteśmy nawet w połowie drogi, część z nas zatankowała i pognaliśmy dalej. W Skarżysku Kamiennej skręciliśmy na wschód do Starachowic, gdzie mięliśmy w planie odwiedziny w kultowym barze o wiele mówiącej nazwie "Miś". Bar stał na swoim miejscu, przy wejściu witał filmowy misiek. Były miski, łańcuchy, stary sprzęt grający. Zamówiliśmy obiadek - wybór dań był spory, jakość jedzenia wysoka, ceny powalające. Za żurek, ruskie pierogi i sok zapłaciłem 13 zł. Pożegnaliśmy się z Misiem i pojechaliśmy do pobliskiego już Adamowa. W bramie spotkaliśmy nadjeżdżającego z przeciwnej strony Krisa i wpadliśmy na duży plac zastawiony licznymi motocyklami. Przywitaliśmy się, chwilę pogadali i zmontowaliśmy naszego motocyklistę wyposażając go w różne wiezione dobra. Poprosiliśmy Państwa Młodych do naszej kupki i uroczyście wręczyliśmy w pocie czoła wieziony prezent. Następnie zjedliśmy trochę ciasta, wypiliśmy kawę i o 14:00 na głównej ulicy Adamowa ustawiła się długa kolumna motorów. Kolumnę prowadził Intruder C1800 prześlicznie przybrany i tak czysty, jak na pewno nawet w fabryce nie był. I owym motorem gnał Pan Młody, a Pani samochodem. Pędziliśmy przez wsie i małe miasteczka, na horyzoncie mając cały czas Góry Świętokrzyskie. W końcu dotarliśmy w pobliże Kurozwęk - miejsca głównej uroczystości. Tu na motor dosiadła się Pani Młoda w nieco nietypowym stroju motocyklistki. Dla jej usprawiedliwienia Dżawor też niekoniecznie przypominał z ubioru członka jakiego typowego motocyklowego gangu. I tak zajechaliśmy na teren pałacu, wjechaliśmy pod sam podjazd i zaparkowaliśmy sprzęty w dość równym rządku. Rozejrzeliśmy sie po okolicy - koło nas stał całkiem potężny bizon, może niekoniecznie przesadnie ruchliwy, ale za to ze starannie uczesaną grzywą. Na trawniku rozścielono biały dywan, stało mnóstwo krzeseł, a na honorowym miejscu był stół prezydialny, dwa na biało przybrane krzesła i na sztaludze wisiał polski orzeł. Ponieważ sama uroczystość miała mieć miejsce dopiero o 16:00 więc rozeszliśmy sie na oglądanie okolicy i gadanie z kolejnymi pokoleniami motocyklistów. W tajemnicy wielkiej, ale zauważony, odjechał w siną dal Kris z Jolą. Po pewnym czasie wrócili odmienieni nie do poznania. Kris ubrany w motocyklowy garnitur, a Jola w motocyklowej sukience. Paradnie przejechali podjazdem pałacowym. Gdy już zbliżała się 16:00 zaczęło padać, całkiem konkretnie lać. I w tym deszczu Państwo Młodzi wyszli z pałacu i poszli do swoich miejsc na trawniku. Pod parasolami odbyła się cała ceremonia i po złożeniu stosownych oświadczeń przestało padać. Odpalono confetti z wielkokalibrowej baterii. Goście złożyli życzenia, wręczono prezenty. I zajechał tort. Tort zdecydowanie był wzorowany na Intruderze C1800, nawet kolorystycznie. I tego torta Państwo Młodzi pokroili i wręczyli gościom. Wreszcie wiem, jak smakuje C1800. Kolejnym punktem programu była kanonada zamkowej artylerii. Na szczęście artyleria zamkowa była mocno przestarzała, ładowana przez lufę, więc jej szybkostrzelność była mizerna. Za to na pewno miała rozwiercone lufy, a może nawet lufy były zupełnie puste, bo huk dział był niebywały. Na pewno nie przeszłyby pozytywnie kontroli w żadnej okręgowej stacji diagnostycznej. W końcu część oficjalna zaczęła się kończyć, więc nie pozostało nic innego, jak ubrać kaski, rękawice, schować do kufrów wręczone przez Dżawora napoje, niekoniecznie przydatne do spożycia w czasie jazdy motorami, i ruszyć na południowy zachód. Trasa początkowo wiodła wąskimi, dość krętymi drogami o zadziwiająco dobrym asfalcie, wśród pól, sadów, lasów. Potem wyskoczyliśmy na trasę sandomierską. Jeszcze jedno tankowanie i po chwili pędziliśmy ulicami Krakowa. Zimny prysznic - po równym asfalcie kieleckich wsi tu same dziury i koleiny. W końcu wyskoczyliśmy na A4 i po kilkudziesięciu minutach żegnaliśmy się za bramkami w Mysłowicach. Jeszcze tylko mały deszczyk i pod wieczór meldowałem się w domu


Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V