Deszczowy Rzeszów

Pewnego dnia, w czasie przeglądania Gugielmapów, zauważyłem czerwoną wstęgę autostrady ciągnącą się ze Śląska na wschód, do Rzeszowa. Nigdy nie jechałem autostradą tak daleko na wschód ze zrozumiałych względów (jej braku) i jak sięgam pamięcią wstecz, nigdy nie byłem w Rzeszowie w celach poznawczych, choć zdarzały się cele tranzytowe. Do tego gugiel pokazywał równo 3 godziny ode mnie do centrum Rzeszowa - i jak nie jechać ? Dla urozmaicenia wypadu postanowiłem zobaczyć Sandomierz by night, co też nigdy wcześniej miejsca nie miało. Zarezerwowałem pokój w wypaśnym, zabytkowym dworku, położonym bardzo blisko rynku i posiadającym stosowny parking. Andrzej z przyczyn zawodowych odpadł, na szczęście Axelek zapragnął zażyć kąpieli w zapowiadanych przez większość prognoz deszczach. W piątkowe popołudnie po pracy wpadłem do domu, wrzuciłem ostatnie rzeczy do kufrów i pognałem na wschód. Na bramkach w Mysłowicach 3-kilometrowy korek - jestem przekonany, że rowerem przez Olkusz zajechałbym do Krakowa szybciej, niż autem autostradą. Korek w parę minut ominąłem poboczami, za wyjątkiem ostatnich 200-300m, gdzie auta stały tak gęsto, że nijak z kuframi się nie mieściłem. A umówionym miejscu Axelek już czekał, więc szybko pognaliśmy do Krakowa. Na bramkach powtórka z rozrywki, ale góra 1 km korka, więc przemknęliśmy bez bólu. Na wysokości Wieliczki, dość ładna pogoda przeszła niezauważenie w całkiem wydają zlewę, więc po 1.5 km zjechaliśmy na stację już zdrowo przemoczeni. Zlewa wyglądała na przejściową, więc dla postraszenia, wyłącznie dla postraszenia, ubraliśmy całą przeciwdeszczówkę i ruszyliśmy dalej na wschód. Zlewa rzeczywiście szybko się skończyła i przeszła w opad łagodny, a ciągły. Ku memu niekłamanemu zdziwieniu w Tarnowie autostrada się skończyła. Skąd ten optymizm gugla, no skąd ? Ruszyliśmy więc drogami bardziej lokalnymi, lekko zwilżani przez deszczyk na północ, by po 1.5 godzinie jazdy dotrzeć do Sandomierza. Bez problemów znaleźliśmy nasz dworek. Przy wjeździe pan popatrzył na nas z nieukrywaną zgrozą i niechęcią i zaznaczył, że łoże jest w tym pokoju małżeńskie. Nic to mówię, obaj jesteśmy żonaci, więc to nic nowego. W ramach męskiej solidarności zaproponował nam nawet dodatkowe posłanie na antresoli, ale odpuściliśmy. Weszliśmy do pokoju i pierwsze wrażenie było pozytywne, stylowe, stare meble, łoże też. Trochę śmiesznie wyglądała jedna, mała kołderka na nas dwóch, ale za to poduszki były osobne - a to już coś. Pan powiedział, że łazienka jest na górze - OK - wchodzimy. Wąziutkie, strome schody prowadziły na niską antresolę, z której można w prawo przejść, a raczej przeczołgać się, do łazienki. Pan z dumą zaznaczył, że jest wyposażona w wannę - to była prawda. Wanna jest urządzeniem rozwiniętym w poziomie więc jakoś weszła, prysznic nie miałby szans. Naszą radość dopełnił jeszcze zupełny brak drzwi oraz amfiladowy układ strychu: antresola - łazienka - dodatkowy pokój. Na nasze szczęście pokój ów nie był zamieszkały. Dla wprawy pochodziliśmy na czworakach po naszym kąciku czystości i ruszyliśmy na miasto. Dużym plusem naszego dworku była tylna furtka prowadząca prosto w kierunku rynku. Miasto, może z powodu deszczu, może braku turystów, ziało pustką. Knajpy zresztą również. Weszliśmy więc do takiej bardziej sympatycznej i wrzuciliśmy pierogi kresowe i jakieś picie. Po jedzonku rzut oka na ładnie oświetlony rynek i jeszcze piwko na dobranoc. Zeszliśmy do dworku i zapadliśmy w sen. Rankiem Axelek obudził się przed 6:00 - czy to z powodu stresującej sytuacji w pokoju, czy też działała jeszcze regulacja z Czarnogóry - nie wiem. Na dworze lało, więc ubraliśmy co mieliśmy i pojechaliśmy w kierunku Rzeszowa. Deszcz lał z różnym nasileniem, GPS prowadził w sobie wiadomym kierunku, wąskimi, urokliwymi drogami, aż nagle znaleźliśmy się w Rzeszowie. Podjechaliśmy pod zamek - z powodu dość gwałtownego deszczu oglądanie było szybkie i pobieżne. Potem pomnik AK, fontanna rzekomo multimedialna. Jej multimedialności nie udało się nam uświadczyć, ale wierzymy Beacie na słowo, że tak jest. Podskoczyliśmy na rynek - ratusz bardzo nam sie spodobał, knajpki wszystkie były zamknięte. W tej sytuacji nie było innego wyjścia jak pojechać w odwiedziny do Beaty i Krzysia. Dzięki oryginalnemu przebiegowi ich drogi tę okolicę Rzeszowa znamy dość dokładnie. Ubrani w niedzielne deszczochrony weszliśmy do środka, no może nie na salony, ale na taras. Pogadaliśmy, wypiliśmy kawkę, pożarliśmy genialne ciasto wieloowocowe i ruszyliśmy na zachód w dalej padającym deszczu. Axel obiecał, że przestanie padać i tak się stało. Już po 200 km, w Balicach zrobiło się ładnie. Zdjęliśmy ubranka i w coraz wyższej temperaturze, coraz śmielej świecącemu słońcu dotarliśmy do domów.


Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V