Koliba Holica

W przepiękną jesienną niedzielę postanowiliśmy odwiedzić nasz zaprzyjaźniony kraj - Słowację w celu przejechania paru kilometrów po ich pustych drogach, oraz spożycia jakiegoś słowackiego specjału. W tym celu na stacji w Piasku spotkała się całkiem spora grupka motocyklistów i po krótkiej rozmowie pognała na południe. Gdzieś koło Żywca czekali na nas Janulos i Otto. Teoretycznie mieli czekać na tej samej stacji, ale coś nie wyszło. Na szczęście Janulos okazał się na tyle czujny, że jego uwagi nie umknęła grupka jakiś 8 warczących motorów pędzących środkiem drogi. I czujny Janulos pognał ich śladem. I dogonił nas jak skręcaliśmy na stację przed Żywcem, gdzie samotnie stała na uboczu hondzia Otta. Znowu radosne powitania, pogaduszki i ruszamy dalej. Jakoś bez bólu przejechaliśmy Żywiec i dostojnie klucząc osiągnęliśmy kraniec. A był to nie byle jaki kraniec, bo kraniec Polski. I bez chwili wahania opuściliśmy nasz kraj. Miło jadąc dotarliśmy do Jeziora Orawskiego, gdzie Miki zażyczył sobie i nam kawy. Stanęliśmy więc przy miłej knajpce, gdzie był widok na zalew, Tatry, było koło wodne, choć się nie kręciło. Axel bardzo chciał zakręcić min polewając je obficie, wolałem nie domyślać się z czego, ale chyba nie wypadało. Wypiliśmy kawę, niektórzy spożyli jakiś słodycz i pojechaliśmy dalej w stronę Tatr Zachodnich. Przez Zuberec wjechaliśmy na Przełęcz Huciańską, gdzie stanęliśmy na kolejne co nieco. Nowa knajpka Koliba Holica - raz byłem w niej na obiedzie, byliśmy wtedy sami i jedzonko było super. Teraz przez knajpkę przewijały się ogromne tłumy, obsługa zlana potem, którym obficie skrapiała niesione dania, słaniała się ze zmęczenia i jedzonko było bardzo niedopracowane. A szkoda. Po obiadku miło kręcąc zjechaliśmy na południe i pojechaliśmy w kierunku Gór Choczańskich. W planie był naturalny zbiornik termalny w Kalamenach, ale jak sobie policzyłem czas do domu, wyszło, że za dnia raczej nie dojedziemy. Odpuściłem więc zwiedzanie i pognaliśmy przez Luczki do Górnego Kubina. Stara trasa, jak ją zbudowali w średniowieczu, to do teraz chyba nie była remontowana, tak że miejscami asfaltu można szukać ze świecą. Ale daliśmy radę i po minięciu się ze stadem owiec dotarliśmy do coraz główniejszych szlaków. Starając się trzymać prędkość pomiędzy zdrowym rozsądkiem, a restrykcyjnymi przepisami opuściliśmy Słowację i wjechaliśmy do Polski. W Ujsołach Andrzej spieszący się na koncert odjechał pierwszy, a my dostojnie, nieco tkwiąc w korkach jechaliśmy za nim. Przed Żywcem pooglądaliśmy zabytkową Corvettę, w Czechowicach pożegnaliśmy się i już po ciemku dotarliśmy do domów. I tak w ten jesienny dzionek pękło prawie 400 km.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V