Dzień 06 - do Mamai

Poranek nastał piękny i słoneczny. Posnuliśmy się po podwórku i doczekaliśmy się pysznego śniadanka. Podano coś pośredniego pomiędzy omletem z wędliną, a jajecznicą z kiełbasą. Dziwne, ale dobre. Był też serek - jakiś ostry i niebywale słony. Zjedliśmy wszystko. Mile pożegnaliśmy się z gospodarzami i pojechaliśmy do Murighiolu. Dalsza trasa miała wieść na południe, ale my jechaliśmy dalej na wschód. Na tym odcinku był nowy i tak dobry asfalt, że nie zwracaliśmy na to uwagi, szkoda było zakręcać, a nawet się logicznie zastanawiać, a na paniczne krzyki GPS-ów zawróć, zawróć natychmiast nie reagowaliśmy zupełnie. Po kilku kilometrach dojechaliśmy do kolejnej wsi i droga się skończyła. Nastał czas na zobaczenie mapy i przekonanie się o pomyłce. Wróciliśmy do Murighiolu i pojechaliśmy teraz drogą właściwą, znacznie główniejszą, lecz jakościowo paskudną. Podskakując i jęcząc gnaliśmy pomiędzy pagórkami asfaltu i dziurami. Po jakimś czasie pojawiły się nowe światła i nie były to światła mile widziane. Zapalały się kolejne kontrolki rezerwy paliwa, a na tym zadupiu o stacji należy zapomnieć. I znów z mapy wynikło, że pierwszą większą dziurą jest Babadag i teoretycznie powinno nam paliwa do niego starczyć. Starczyło. Zatankowaliśmy po korek i podjechaliśmy do najstarszego meczetu w Rumuni o wdzięcznej nazwie Ali Gazi Pasza Camii. Za drobną opłatą zostaliśmy wpuszczeni do środka, choć bez butów i pooglądaliśmy go sumiennie. Lekki niepokój wzbudziła w nas myśl o losie butków przed budynkiem, ale nic się nie stało. Dalsza trasa wiodła na południe szeroką, międzynarodową trasą. W pewnym momencie widzimy przed sobą tuman mgły i wpadamy rozpędzeni na normalną, choć szeroką szutrówkę. Przejeżdżające tiry robią taką zadymę, że nie widać na kilka metrów. Zwalniamy i wolno pyrkamy parę kilometrów przed siebie. I nagle znów jest asfalt. Po kilku kilometrach na horyzoncie widać ponownie biały, gęsty obłok i już wiemy co to jest. Na szczęście tuż przed nim w lewo odchodzi droga na Histrię - stare greckie miasto, pochodzące z czasów, kiedy nawet Ziutka jeszcze nie było na świecie. Po paru kilometrach dojeżdżamy do miłej knajpki, gdzie pani kelnerka ubrana nie wiem czemu w krótką spódnicę i wysokie buty serwowała zimną wodę i wyszukaną potrawę z ogórków i pomidorów. Tu muszę się pochwalić - Jurek i ja dostaliśmy wodę, a Gutek i Axel pomidory. I woda ta była na ten upalny dzień lepsza. Po krótkim odpoczynku kupiliśmy bilety otwierające wrota do czasów dawnych, a ciekawych, zobaczyliśmy muzeum ze zdekompletowanym rzeźbami, potłuczonymi garnkami i zepsutymi lampkami oliwnymi. Potem poszliśmy się przejść wzdłuż resztek murów mających ponad 2000 lat. Cały czas czuliśmy na sobie ciężar wieków pod postacią gorąca. I ucisk ten spowodował, że zwiedzanie było pobieżne, ale nie przegapiliśmy żadnego ważnego obiektu. Z Histrii pojechaliśmy do pobliskiej Mamai w celu zażycia orzeźwiającej kąpieli w Morzu Czarnym. W pierwszym kempingu pani rzuciła nam cenę za domek powalającą na kolana - Victoria w Warszawie nie ma się czego wstydzić. Olaliśmy więc kemping i przejechaliśmy całe wybrzeże od zakładów petrochemicznych w Mamai pod Konstancę, czyli jakieś 5 km, zaglądając do każdego z 4 kempingów. Tylko w jednym ceny były nieznacznie niższe, ale za warunki urągające godności białego człowieka. Wobec tego spuściwszy skromnie głowy wróciliśmy do pierwszego kempingu, nabyliśmy domek, drogi, ale z klimą i klopikiem. Postanowiliśmy spędzić nasz dzień odpoczynku i relaksu, a w zasadzie całe popołudnie, czyli jakieś 4 godziny intensywnie odpoczywając. Wykąpaliśmy się w morzu, ugotowaliśmy sobie obiadek, poszliśmy na spacer po plaży, nabyliśmy butelkę Cotnari i ciemną nocą wypiliśmy ją siedząc pod parasolem, słuchając szumu fal. Trzeba przyznać, że nasz dzień relaksu spędziliśmy bardzo miło. Ukołysani regularnym pluskiem morza i cichym szumem wiatru wróciliśmy do pokoi, włączyliśmy klimatyzację i poszliśmy spać.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V