Z wizytą u Mototurystów

Sobota. Zapowiada się słoneczny dzień. Ale nikt nie uprzedzał, że aż tak bardzo. Skoro świt o 10:30 Tomek, Axel i ja spotykamy się na jakiejś stacji benzynowej w Gliwicach i wspólnie jedziemy w kierunku Mementoplatzu. Zabrawszy stamtąd jego patrona zmierzamy w kierunku Śląska Opolskiego. Niespieszno mijamy Pyskowice, Wielowieś, Zawadzkie, w Ozimku przejeżdżamy obok zabytkowego pierwszego w Europie /1827/ żelaznego mostu wiszącego. Dalej w kierunku Turawy. Zatrzymujemy się na chwilę by z pozycji wału ogarnąć bezmiar turawskich wód. Znanymi sobie ścieżkami docieramy motorami wprost na piaszczystą plażę. Chłopaki ochoczo zeskakują ze sprzętów /Axel jeszcze przez jakiś czas pozostaje w pozycji motocyklowej/ i moszczą się na kocyku specjalnie dla nich przywiezionego przeze mnie. Pozwolili mi nawet położyć się na nim. Nastąpiło 1,5 godziny błogiego lenistwa. Słuchając wywodów Mementa z zazdrością spoglądaliśmy na żaglówki, motorówki, jakieś nagie ciała i każdy z nas przez chwilę był już na wakacjach. Ale, że w brzuchach zrobiło się przeraźliwie pusto, pora była najwyższa by zrealizować kolejny punkt naszego wypadu – jedzenie. Na celowniku była „Stara Karczma" w Chocianowicach. I choć piszą o niej przewodniki, ona sama robi: a kuku, szukajcie mnie. No to … znaleźliśmy. Bardzo stylowe wnętrza, obfitość śląskiego jedzenia, nawet zamawiać można było po śląsku. Ołomuniec nauczył nas pokory wobec gastronomii więc ze zdziwieniem niemałym patrzeliśmy jak kolejne potrawy lądują na naszym stole. Ochoczo zabraliśmy się za konsumpcję. Wnet talerze – aczkolwiek z niemałym trudem – zostały opróżnione i każdy zaczął rozglądać się za jakimś legowiskiem. Najlepiej miał Axel. Tuż za nim stała … kołyska. Z letargu wybudziła nas kelnerka żądając od nas zapłaty. Ochota na drzemkę minęła i … żwawo podążyliśmy ku naszym wypoczętym już rumakom z nadzieją, że powiozą nas jeszcze parę miłych kilometrów i wylądujemy na placu u Moto-turystów. One chciały, GPS – nie. Dwukrotnie próbował dołożyć nam jeszcze parę kilometrów. Ale, że było już późno nie podjąłem polemiki z nim, obraziłem się i pojechałem według własnego … uznania. I była to słuszna decyzja bo już niebawem – przejeżdżając jeszcze przez Olesno, Lubliniec, Koszęcin - ujrzeliśmy roześmiane lica licznego towarzystwa, w bardzo dobrych już humorach. Na powitanie wyszedł nam Miki a tuż za nim … Gutek. Na własną rękę pojechał do Zielonej, gdzieś tam się zgubił, ale potem szczęśliwie odnalazł. Rozmowy, śmiechy, oglądanie sprzętów wszelakiej maści – czas upływał radośnie. Ale też i szybko. A że był to dzień kiedy nasi mistrzowie piłki kopanej „grali o wszystko" i w zaciszu domowym ze schłodzonym browarkiem każdy z nas chciał to zobaczyć – trzeba się było zbierać. Pożegnaniom i czułościom nie było końca. Odpalone maszyny w końcu ruszyły i powiozły nas w kierunku domu.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V