Pogrom w Rewalu - sobota

Rankiem Jacek pojechał do portu i przywiózł świeże ryby. A przynajmniej tak mu w porcie powiedziano. Potem było śniadanie spożywane w mocno okrojonym składzie z powodu owej tajemniczej choroby. Teraz widzę wyraźnie, że miała ona związek z potrawami z XI wieku, które wrzuciliśmy w skansenie. Beti i Miki będąc zieleni na twarzach i słaniający się na nogach postanowili czym prędzej opuścić tę zadżumioną okolicę i chwiejąc się na motorach pojechali do domu. Wrocek się nie pokazywał z powodu obłożnej choroby. Cała jeszcze zdrowa reszta pojechała na wschód do Kołobrzegu i okolic. Pogoda psuła się wyraźnie, temperatura spadała, wiał silny wiatr, tak, że dość szybko nastąpił odwrót. Zaczął popadywać deszcz, więc miło gawędząc spożywaliśmy różne napoje. I tylko co jakiś czas ktoś zieleniał na twarzy i w pośpiechu, by nie rzec w panice, opuszczał grupę i znikał. Znikał w miejscu stworzonym do przebywania w odosobnieniu. Z niepokojem obserwowałem jak topnieje spora góra rolek papieru o wiadomym przeznaczeniu, którą najpewniej zapobiegliwi właściciele pensjonatu przygotowali na cały sezon. Nadeszła pora kolacji – nie było już ponad połowy grupy – przebywali oni w łożach boleści oraz, co bardziej prawdopodobne, w owych pomieszczeniach. Aksel widząc taki pogrom oraz malachitowy odcień na twarzach swojej rodziny, wręczył każdemu sporą torbę mającą na celu zachowanie jego auta wstanie względnej używalności i pognał do domu. Pognali też Andrzej z Jackiem – pod pretekstem konieczności oprawienia ryb, ale ja swoje wiem. Przestraszyli się złowieszczego bakcyla. Zresztą sukces odnieśli połowiczny, bo Tomanka jednak poraziło. Na wieczór planowane było miłe spotkanie, ale na nogach był już chyba tylko Gutek, a Wrocek powoli się zbierał i poruszał już na czworakach, ale ospale. Ponieważ Gutek nie chciał się spotkać sam ze sobą, oraz spożywać samotnie, co jeszcze zostało, chociaż się temu dziwię, bo Gutek jest osobą interesującą i miło się przebywa w jego towarzystwie, pensjonat otuliła noc oraz cisza. Cisza ta nie była absolutna, ponieważ przeszywało ją cierpienie porażonych motocyklistów oraz szelest przewijanego w dużym tempie papieru.


Wyprawy

<< Październik 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V