Pogrom w Rewalu - piątek

Śniadanie zaplanowane było na późne przedpołudnie, więc raniutko udaję się na północ, aby po pokonaniu ponad 100 m osiągnąć piaszczystą plażę Rewala. Pochodziłem po piachu, dotknąłem wody – jest morze. Potem śniadanko i nieśpiesznie zebraliśmy się przed motorami. Plan był prosty – jedziemy na zachód. Najpierw benzyna i po chwili jesteśmy po ruiną kościoła w Trzęsaczu, podmytego przez morze. Rzut oka z wysokiego pomostu nad morzem, parę zdjęć grupowych. Nie wiemy, który z Gutków wyrył na tym pomoście swoje nazwisko. Ale dojdziemy do tego. W drodze powrotnej chwila rozmowy z Neptunem, który za małe co nieco zgodził się pozować z nami do zdjęć. Z Trzęsacza jedziemy do Kamienia Pomorskiego zobaczyć katedrę, basztę i muzeum kamienia. Katedra jest bardzo ładna, ma śliczne organy. Przy okazji i niechcąco załapaliśmy się na koncert muzyki organowej. Mnie najbardziej przypadł do gustu średniowieczny kompozytor pieśni organowych Leonard Cohen. Zagrano jego utwór Alleluja. Fajny był też wirydarz ze starą chrzcielnicą i podcieniami. Było parę niezłych rzeźb i ochrzciliśmy Jacka. Przez rynek podeszliśmy pod basztę, gdzie mieści się muzeum kamienia. Muzeum to ma 6 salek połączonych ze sobą stromymi drabinami – super pomysł. Były ciekawe kamole, dinozaury i inne jaja. Znaczy się jaja były dinozaurów. Były też dwa tarasy - jeden na trzecim piętrze, a drugi na szóstym sztoku. Widok taki sobie na klockowate bloczki. Było w gablotach chyba trochę ściemy, bo całkiem ładne i kolorowe kamienie podpisali „Gips". A przecież każdy wie, że gips jest biały i w torebce. Po wyjściu z muzeum niektórzy spożyli kawę i pojechaliśmy do Wolina. Tam stanęliśmy pod skansenem wikingów. Miejsce było o tyle ciekawe, że poza budynkami były przedmioty codziennego użytku takie jak: panie wikingowe, miecze, łuki, instrumenty, kaski, tarcze, a nawet jedzonko. Jak łatwo się domyśleć jedzonko cieszyło się największym zainteresowaniem. Jakaś pani trochę sobie nagrabiła częstując nas jabłkami w occie. Szybko się zreflektowała i próbowała nas obłaskawić gruszkami w miodzie – a to już było dość wkaszalne. Zjedliśmy też jakieś placki smarowane serem, albo smalcem i kiszonym ogórkiem. Obsługiwali to wszystko studenci archeologii, co powinno wzbudzić nasz niepokój o wiek spożywanych potraw, a nie wzbudziło. I źle się to potem skończyło. Część z nas pookładała się mieczami, część postrzelała z łuku i pojechaliśmy do Międzyzdrojów. Tu zaparkowaliśmy na Promenadzie Gwiazd i pusząc się niebotycznie ruszyliśmy na rybki. Szału nie było. Pooglądaliśmy odciśnięte w roztopionym metalu dłonie co słynniejszych gwiazd, dziwiąc się nieco dramatyzmowi bijącemu z tych odlewów. Ale jak sobie pomyślałem o wsadzaniu dłoni do roztopionego metalu, ich dramatyzm jest w pełni uzasadniony. Nadmorską trasą wróciliśmy do Rewala na piwko i grilla. Opici i objedzeni znowu gadaliśmy do późna w nocy. Spożyliśmy wódkę ze skorpionem, a Gutek i Aksel spożyli samego skorpiona. I mam wrażenie, że ten skorpion ich uratował przez bardzo ciężką chorobą. Tego wieczora rozpoczął się pogrom naszej grupy – poległ Chapter Wrocek i Beata z Mikim. Dokładnie objawów choroby opisywać nie będę, ale były one naprawdę gwałtowne, by nie rzec burzliwe.

 



Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V