Pogrom w Rewalu - niedziela

Na godzinę siódmą mieliśmy zamówione śniadanie. Trzeba przyznać, że wielka jest w nas wola jazdy, ponieważ o tej godzinie wszyscy jakoś dowlekli się do jadalni. I siedli słabi, osowiali, niezdolni do większego wysiłku. Najpewniej obsługa kuchni nie spodziewała się spotkać już nikogo z nas przy życiu, ponieważ sama nie przyszła i nie zrobiła nam śniadania. I tu muszę pochwalić determinację naszych Pań, które choć jeszcze ledwo żywe wdarły się do kuchni, przeszukały wszystkie lodówki i przyniosły sporo dobrych rzeczy. Najpewniej, jakby śniadanie robiła zawodowa kucharka, nie zobaczylibyśmy połowy z tych rzeczy. Ale tylko pooglądaliśmy je sobie z daleka, ponieważ wzbudzały w nas uczucia zgoła niepożądane przy stole. Co zdrowsi sobie coś z tego skubnęli, co chorsi zjedli rozumowo troszkę pieczywa i herbatkę. Herbatkę też jakimś cudem ugotowały nasze Panie. Popakowaliśmy się i poszliśmy ładować motory. Trzęsąc się z powodu gorączki, temperatury powietrza wynoszącej 4 stopnie oraz lejącego deszczu powrzucaliśmy rzeczy do sakw, ubraliśmy wszystko, co ubrać się dało i ruszyliśmy na południe. Co 100 km przykładnie stawaliśmy na herbatkę, kawę, czy inną zupkę. W Lubinie odłączył się Wrocek, a my przez Legnicę dojechaliśmy do domów. Za Wrockiem zaczęły się dziać dziwne rzeczy, chmury się rozwiewały, a termometry poszybowały do całych 18 stopni w Orzeszu.


Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V