Zakończenie sezonu

W piękny piątkowy listopadowy wieczór do Łapsz Niżnych zaczęły zjeżdżać kolejne auta i ich pasażerowie meldowali się w przeuroczym pensjonacie Nowak. Radości nie było końca. Z uwagi na stosunkowo wolne zbieranie się ekipy przesunęliśmy godzinę kolacji na 20:00. Do tego czasu spędziliśmy miłe chwile w pokoju Axela ciesząc się ze spotkania oraz degustując kolejne trunki przywiezione na tę okazję. W końcu zatrąbiono na posiłek i zeszliśmy do naszej salki. Do posiłku siedliśmy w składzie dużym, choć jeszcze niepełnym. Zajechała na stół odjazdowa ryba. Zdecydowanie polecamy rybę z Pensjonatu Nowak. W miarę konsumowania kolejnych potraw zjeżdżali się ostatni maruderzy. Tego dnia swoje urodziny obchodziła Ola i tej okazji była poświęcona druga część spotkania. Złożyliśmy Drogiej Jubilatce stosowne życzenia oraz wręczyliśmy drobne upominki. Na wszelki wypadek, żeby dobrze zapamiętała imprezę, rzuciliśmy nią parę razy o sufit i belkę stropową. Na szczęście belce się nic nie stało, a Oli impreza dobrze się wbiła do głowy. Dalszy przebieg imprezy miał dramatyczny przebieg. Zostały wręczone koszulki z napisem Dziadek. Koszulki zostały wręczone najbardziej zasłużonym dla rozwoju liczebnego Klubu Członkom, a to w kolejności alfabetycznej, z tym, że od tyłu: 1. Ziutek 2. Paweł 3. Lelo 4. Jacek 5. Gutek Po ich wręczeniu zabawa była kontynuowana. I tu muszę przyznać, że impreza wymknęła się spod kontroli. Grupa osobników nieodpowiedzialnych, by nie rzec szkodliwych społecznie, zaczęła tańce. Tańce to są takie nieskoordynowane drgawki kloniczno - toniczne, mające rzekomy związek z muzyką. Podkreślam związek rzekomy, ponieważ muzyka jest miła dla ucha, a tańce zdecydowanie nie. Z tego bulwersującego incydentu należy wyłączyć zdecydowanie Kolegę Ziutka oraz nie chwaląc się mnie, którzy nie ulegli bikiniarskiej modzie na drgawki i spokojnie sączyli, jak należy, swoje kieliszki. I tak nastała noc. W małych grupkach udaliśmy się na spoczynek. Sobotni poranek był chłodny i słoneczny. Zebraliśmy się w restauracji, gdzie miłe panie wniosły pyszne jedzonko i picie. Pojedliśmy, popiliśmy i zaczęliśmy się zastanawiać, jaki miło spędzić ten dzień. Większość pojechała do pobliskich basenów termalnych pomoczyć się po nocnych szaleństwach, a część w Pieniny na mały spacerek wzdłuż Dunajca. Z przyczyn obiektywnych spora grupka uczestników spotkania tego dnia musiała wracać do domów. O tym co robiła grupa aktywna, czyli spacerująca kroniki milczą, choć wydaje się, że przeszli spory kawałek drogi. Sam fakt, że wrócili świadczy o tym, że odnaleźli swoje samochody, co wskazuje na ich duże obycie w nieznanym i trudnym terenie. Grupka pasywna rozłożyła się w basenach i oddawała swe ciała kojącemu działaniu wody. Czasami ruszaliśmy się, to do innego basenu, to na piwo, ale ogólnie aktywność nasza była ograniczona do minimum. W końcu skończył się czas moczenia i po pożegnaniu się z uczestnikami wracającymi do domu wróciliśmy do pensjonatu. Zjedliśmy małe co nieco i korzystając z pięknego słoneczka pojechaliśmy do Czorsztyna zobaczyć zamek, czy aby go nie odbudowali. Zamek chyba nieco urósł, ale był już zamknięty. Wobec tego pojechaliśmy do Łopusznej zobaczyć dworek Tetmajerów. Dworek oczywiście też był zamknięty, więc poszliśmy zobaczyć polichromie w pobliskim kościółku. Po początkowym sukcesie polegającym na sforsowaniu ogrodzenia i bocznych drzwi, nie udało nam się wejść do środka. Na domiar złego zaszło słoneczko i trzeba było wracać. Już w zupełnej ciemności, czyli jak zwykle, przyjechali do nas Rychu i Andy – ratując naszą nadszarpniętą samochodami reputację - na motorach. Przywitaliśmy się i poszliśmy na piwo. I tak zleciał nam czas do obiadu. Po obiadku przenieśliśmy się do Sali audiowizualnej, gdzie oglądaliśmy filmiki z tegorocznej wyprawy do USA. W miarę upływu nocy w pokojach znikali kolejni widzowie. W niedzielę rano zobaczyłem Jacka z Flaszką na podwórku, więc poszliśmy na spacer, próbując wejść na pobliskie wzgórze z niebieskim logo MacDonalda. Niestety, pomimo kilkakrotnych prób sforsowania potoku wzgórze pozostało niezdobyte. Poszliśmy więc dookoła asfaltową drogą, a później wzdłuż pól na szczyt. Pooglądaliśmy Tatry i wróciliśmy na śniadanie. Po jedzonku nastąpiły ostatnie pożegnania i rozjechaliśmy się w kierunku domów. Razem z Belmondami zobaczyliśmy jeszcze Przełom Białki, gęstą infrastrukturę handlową na szczycie Gubałówki oraz zjedliśmy niezły obiad w Polhorze. I tak kolejny sezon został oficjalnie zamknięty i nastał czas nielegalnych pozasezonowych wypadów motocyklowych.

 

A oto dzieje grupy spacerującej wzdłuż Dunajca: Grupa aktywna w ilości 3 pań i 3 panów z jedną Flaszką udała się na spływ, a raczej zejście przełomem Dunajca. Po zaparkowaniu samochodów, ładną kładką solidarnie przekroczyliśmy granice przechodząc na drugi brzeg Dunajca. Bez kontroli celnej, bez pograniczników to już nie to samo co kiedyś.... Trasa spacerowo - rowerowa praktycznie w całości biegnie po słowackiej stronie. Do Szczawnicy 10 km. Jak jeden mąż skręciliśmy na lewo i dawaj przed siebie zachwycając się widokiem Trzech Koron. Mirka narzuciła takie tempo, że po chwili Hania w butkach na obcasach została w tyle. Poprosiliśmy więc o wersje spaceru dla początkujących. Dalej było już normalnie. Na początku trasy minęliśmy ciekawe zabudowania. Potem z drogowskazów skierowanych w stronę z której przyszliśmy błyskotliwie wywnioskowaliśmy, że to był Cerveny Klastor. Piękne widoki, piękne góry, piękna rzeka. Jacek z Andrzejem wspominali jak to po niej niegdyś kajakami pływali... Jakież było nasze zdziwienie, gdy pod koniec trasy natknęliśmy się na logo SRC w wydaniu słowackim. Oczywiście uwieczniliśmy to na zdjęciach. Do Szczawnicy w końcu doszliśmy po 2.30 h. Nogi nam wchodziły tam, skąd wychodzą. Chwilkę przysiedliśmy na kawie i poszliśmy na parking. Chwilę potem jechaliśmy w busie w powrotną stronę. Miły pan kierowca okazał się byłym dwukrotnym mistrzem Polski w kajakarstwie górskim. Jacek, Andrzej i Mistrz nie mogli się nagadać wspominając dawne czasy.

 



Wyprawy

<< Październik 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V