Dzień siedemnasty - Joutsa_Tallin

Rankiem wstaliśmy, zrobiliśmy śniadanko i nie budząc gospodarzy odpaliliśmy motory. A może jednak obudziliśmy ich? Widać było jakiś ruch w oknie. Coraz szerszymi drogami, w końcu autostradą dojechaliśmy do Helsinek. Miasto w sumie ładne. I tak jadąc to w prawo, to w lewo dojechaliśmy do portu. Nie było gdzie stanąć, więc stanęliśmy przed kasą. Pani nam dała bileciki i pogoniła na prom. I tak nie zobaczyliśmy Helsinek. Przy wjeździe na prom wyskoczył groźny pan i kazał wszystkim dmuchać w baloniki. Do dziś nie wiemy czemu. Wjechaliśmy na pokład, przytroczyli motory do podłogi i poszliśmy na zwiedzanie promu. Nie było za dużo do zwiedzania. Wobec tego rozsiedliśmy się na fotelach i od czasu do czasu chodziliśmy na pokład. A było co oglądać. Nasz prom to był jakiś taki bardziej wyścigowy. Odpalił motory, wyszedł na prostą i dał w rurę. A właściwie to w dwie rury. Wyprzedziliśmy wszystko co się na wodzie ruszało, a może i pod wodą, i po chwili, no może po 3 godzinach byliśmy już w Tallinie. Po wyokrętowaniu ruszyliśmy na poszukiwanie campingu. A to nie było takie proste. Jeździliśmy w korkach i po osiedlach willowych, a wille w Tallinie to nie w kij dmuchał, pałace jakieś. Ścigaliśmy się z bmw, audi i porsche - tam chyba nic innego po drogach nie jeździ. A campingu jak nie było, tak nie było. W końcu na totalnym zadupiu jakiś młody człowiek w audicy zaproponował, że wyprowadzi nas na drogę, która prowadzi już do celu. Droga owszem była, ale kempu nadal nie widzieliśmy. Po kilku pertraktacjach w językach obcych (najczęściej składanka angielsko-rosyjska) z tubylcami znalazł się. Zajeżdżamy, bierzemy chatki. Oglądamy - zimny prysznic. Dzięki temu już nie musieliśmy brać prysznica tego dnia. Chatki małe, nieco zgnite. Od wewnątrz mają sufit podwieszany, zrobiony z worków po nawozach, przybitych gwoździami i kawałkami blachy. Parę półek z nieheblowanych desek i łóżka wyniesione z armii carskiej z I wojny światowej - ale pomalowane (tuż przed drugą ). Sprężyny naciągnięte do ziemi. W celu zachowania równowagi psychicznej nie sprawdzałem, jaka fauna zamieszkuje te łoża. Axel rzucił się z rozpaczy na ziemię i stwierdził, że zostanie tu po swoim trupie. Trochę szkoda zrobiło nam się Axela, bo w końcu porządny człowiek, i wysłaliśmy go po piwo. Wypił jedno i stwierdził, że nie jest tak najgorzej. Jak mu szefowa da ochronę, to zostanie. Kazaliśmy mu spożyć drugie piwo - zrezygnował z ochrony, stwierdził, że nie jest tak źle, a może nawet całkiem ładnie i przywiezie tu rodzinę na dwutygodniowe wczasy - jeśli mu się kiedyś bardzo narażą. Na koniec zażądał, żebym mu pilnował motoru przez całą noc, no co ostatecznie przystałem. Po obiadku poszliśmy nad morze pokąpać się. Morze było ładne, plaża jak polska, tylko na głębię szło się do samych Helsinek. Nie da się pływać. Pooglądaliśmy miejscowe dziwy (nie mylić z kobietami oczekującymi nie wiem na co przy drogach) i wróciliśmy na camping. Pogadaliśmy z polską ekipą budowlaną, która wyemigrowała tam za chlebem. Ciekawe, że narzekali na tamtejszy chleb. Ale myśmy go kupili i był całkiem dobry - jak nasz. Wieczorem piwko, winko i spać. Zgodnie z obietnicą daną Axelowi położyłem się na trawie i całą noc pilnowałem jego motoru.



Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V