Dzień szósty

Mohacz, Vilany, okolice Peczu Rankiem, po śniadaniu, wyruszyliśmy na południe. Pierwszym celem miało być miasto Mohacz. Miasto tak bardzo ucierpiało w czasie kolejnych wojen z pohańcem, że zostało w nim zaledwie kilkaset dusz. Po wygnaniu Turków za morza, postanowiono je zasiedlić mieszanką narodowościową. Byli więc Serbowie, Chorwaci, Niemcy, ale też i Ślązacy. I my postanowiliśmy znaleźć tych Ślązaków. Jako cechę rozpoznawczą przyjęliśmy kluski, roladę i modrą kapustę. Chodziliśmy więc wąskimi uliczkami zapyziałego miasteczka wdychając przeróżne zapachy. Niestety, nic nie przypominało rolady, klusek i modrej kapusty. Zawiedzeni w swym poznawczym pędzie do odnalezienia rodaków, zobaczyliśmy kościół serbski i poszliśmy nad Dunaj. A tu było co oglądać. Rzeka szeroka, niekoniecznie modra, ale nam się podobała. Przy brzegu stały garaże na łódki składające się z kilku desek, niektóre przykryte szmatami. Przy nadbrzeżu stał statek ponad stumetrowej długości, na pokładzie którego orkiestra grała do kotleta (dalej nie było rolad). Posnuliśmy się po nadbrzeżu i ruszyliśmy w stronę miejsca, gdzie pod Mohaczem Węgrzy dostali zdrowo w dupę. Niestety, nie tylko Węgrzy, bo zginęło też 1600 Polaków. Że też ci się wszędzie muszą wepchać. Pooglądaliśmy co było do zobaczenia i pojechaliśmy do Villany na podbój piwniczek. Pozwiedzaliśmy parę, pokosztowaliśmy różnych wyrobów co skończyło się małą awanturą. Miejscowy działeczek chciał nas skasować na sporą kwotę za 3 kieliszki, które dał do kosztowania. Ale w końcu było nas więcej i nie zapłaciliśmy. Zniesmaczeni komercją pojechaliśmy do sąsiedniej wioski, gdzie mili gospodarze poczęstowali nas swoimi wyrobami, które okazały się całkiem dobre. Zakupiliśmy mnóstwo winka, i na odchodnym zagrali nam „Nad Modrym Dunajem" na jakiejś starej maszynie muzycznej. Obiadek zjedliśmy w sympatycznej knajpce i pojechaliśmy do Harklan – miejscowości wypoczynkowej. Nie podobała nam się, więc wróciliśmy do Peczu. GPS oczywiście poprowadził nad dookoła miasta. Czułem się trochę niedojeżdżony, więc pojechałem jeszcze nad górę nad Peczem, gdzie jest wieża telewizyjna. W sumie fajna budowla, ale w drodze powrotnej zlała mnie niezła burza. Szybko więc wróciłem degustować zakupione trunki.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V