Dzień trzeci - Przemyśl i Krasiczyn

Zbudziłem się rankiem i nerwowo przemierzam pensjonat i okolicę. Jest cicho, nikt się nie rusza. A mamy zwiedzać Przemyśl i Krasiczyn. Nie wiem nawet, czy nasi wrócili ze Lwowa i w jakim stanie. Po dłuższym czasie wyszedł Miki przegonić po trawce bigla i dowiedziałem się, że wszyscy wrócili żywi o 3.00 i teraz śpią, a wyjazd wyznaczony jest na 9.45. Więc szybka akcja i już jadę na motorze zobaczyć fort w Łętowni. Ładny był, dość dobrze utrzymany. Musiała być niedawno jakaś bitwa, bo jeszcze unosił się dym. Do pensjonatu wróciłem w ostatniej chwili. Pojechaliśmy po Pana Przewodnika i razem wjechaliśmy na górkę nad Przemyślem. Piechotką poszliśmy na Kopiec Tatarski podziwiać panoramę miasta i przemyską twierdzę. Pan przez pół dnia opowiadał nam o zawiłej historii tych okolic, a wiatr podkręcał nam wąsy, jak dorożkarzom w piosence o wąsach dorożkarzy, a przynajmniej tym z nas, którzy je mieli. W końcu twierdzę zdobyli podstępni Rosjanie i opowieść się zakończyła. Ruszyliśmy na górną stację wyciągu krzesełkowego pooglądać samo miasto. Dzięki temu poznaliśmy jego wszystkie dzielnice, a szczególnie Zasanie, bo lepiej je było z góry widać, a poza tym Pan Przewodnik tam mieszka. Wiemy też gdzie nie należy się pokazywać po dobranocce w trosce o swoje uzębienie. Następnie zwiedziliśmy zamek królewski. Najbardziej przypadło nam do serca pomieszczenie, gdzie rzeczony król chodził piechotą. Sądząc z wielkości samego zamku, król raczej wszędzie chodził piechotą, bo żaden koń tam by się nie zmieścił. Następnym celem była przemyska katedra katolicka, potem grekokatolicka, a na koniec kościół franciszkanów. Z tego miejsca blisko było do muzeum dzwonów i fajek. Pomimo długiego wykładu nie połapaliśmy się w związkach zachodzących pomiędzy dzwonami i fajkami. A właściwie widzę jeden związek – pracownia fajczarska i ludwisarska mieszczą się w Przemyślu. Ale czy to znaczy, że w Przemyślu produkuje się wyłącznie fajki i dzwonki? Po takim wykładzie poczuliśmy głód należyty i udaliśmy się pobliskiej knajpy. Po niezłym obiadku pojechaliśmy do Krasiczyna. Zakupiliśmy bilety i po chwili Pani Przewodnik oprowadziła nas po raczej pustych pomieszczeniach zamku. Jedynym w pełni wyposażonym pomieszczeniem była kaplica cmentarna Książąt Sapiehów. Za to park zamkowy był bardzo ładny. Przypadkowo spotkałem dwoje znajomych z czasów studenckich. Z Krasiczyna wróciliśmy do naszego pensjonatu na długie wieczorne Polaków rozmowy. Niestety, Miki musiał nas opuścić z przyczyn obiektywnych, czyli czekała go podróż od Amsterdamu. A że jest on w zupełnie innym kierunku, drogi nasze się rozdzieliły. Jak noc zaszła na dobre udaliśmy się na spoczynek.

 



Wyprawy

<< Sierpień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V