Dzień drugi - Lwów

W piątek ekipa w ilości 9 osób ( Ziutek, Jacek, Miki i Grzegorz z rodzinami) udali się na wycieczkę do Lwowa. O 5 rano zabrał nas podstawiony pod zajazd autokar z biura podróży z przewodnikiem i pojechaliśmy w stronę granicy. Po kilkunastu minutach staliśmy już w kolejce na przejściu. Po około dwóch godzinach przekroczyliśmy wschodnią granicę Unii Europejskiej i wjechaliśmy na Ukrainę. Pierwsze wrażenie, to ogólna bieda, olbrzymie połacie niezagospodarowanej, zaniedbanej ziemi oraz fatalna jakość dróg. Po około 1,5 godzinnej podróży dotarliśmy do Lwowa. Tu drogi jeszcze gorsze. Stara, pofałdowana, bardzo śliska kostka. Całe szczęście, że nie pojechaliśmy na motocyklach. Lwowiacy jeżdżą fatalnie. Światła na skrzyżowaniach są tylko po to, żeby się paliły i zapewniały pracę elektrowniom. Natomiast samochody jadą jak im się podoba. Czerwone światło im nie przeszkadza. Jazda ulicą jednokierunkową pod prąd jest normą. Nasz kierowca usiłował jechać chwilę zgodnie z przepisami, ale się nie dało i w końcu jak wszyscy wjechał w ulicę jednokierunkową za starą Ładą pod prąd. Po kilkunastu metrach Łada się rozkraczyła przed maską naszego autokaru. Aby móc kontynuować jazdę, uczestnicy naszej wycieczki wypchali auto Lwowiaka jakieś 200m pod górę ( patrz zdjęcia). Po dotarciu do centrum, spotkaliśmy się z parą lwowskich przewodników, którzy oprowadzili nas po ważniejszych zabytkach centralnej części Lwowa. Obejrzeliśmy starówkę z pięknymi kamieniczkami w tym kamienicę królewską, gmach ratusza, katedrę katolicką, kościół dominikanów, w którym aktualnie jest cerkiew, Cerkiew Przemienienia Pańskiego, Katedrę Ormiańską, Arsenał Królewski, pomnik Daniela Halickiego, Katedrę Łacińską, kaplicę Biomów, pomnik Adama Mickiewicza. Około 15-ej zjedliśmy ukraiński obiad i udaliśmy się na Cmentarz Łyczakowski oraz Orląt Lwowskich, gdzie trafiliśmy na przewodniczkę, która z wielką pasją przybliżyła nam historię dalszą i bliższą obydwu cmentarzy. W godzinach wieczornych poszliśmy jeszcze na deptak lwowski w okolicy opery, gdzie po krótkim spacerze i nerwowym, na szczęście skutecznym poszukiwaniu autokaru pojechaliśmy w stronę granicy. Do granicy dotarliśmy około godz. 20.30. Przed nami stało parę autokarów, więc do Polski wjechaliśmy dopiero około 3-ej rano po wielogodzinnym, niczym nieuzasadnionym staniu. Jak to określił Ziutek: " przypomnieliśmy sobie jak to drzewiej bywało".

A bywało chyba dobrze, bo wszyscy wrócili uśmiechnięci i zadowoleni (Admin)

 



Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V