7 - dzień siódmy

Wenecja

Na ranem obudziło nas znajome bębnienie po tropikach namiotów. Znowu leje. Ciepłe kraje, Wenecja, lato ! Nie trzeba wcześnie wstawać, więc dalej śpimy – może przejdzie ? Nie przeszło. Robimy więc śniadanie, wolno się ubieramy i ruszamy do portu. Pada nieco mniej. Kupujemy bilety i po chwili okrętujemy się na małym stateczku. Płyniemy przez zatokę do Wenecji. Po prawie godzinnym rejsie lądujemy w pobliży Pałacu Dożów. Leje bardziej. Wśród mrowia parasoli i peleryn zwiedzamy miasto. Dochodzimy do Placu św. Marka. Tłum. Kilometrowe kolejki do Pałacu i Bazyliki. Olewamy to i idziemy dalej. Staramy się chodzić podcieniami i pod markizami. Zmoczyło nas dość gruntownie. W końcu się poddajemy i wsiadamy na jakiś stateczek na Wielkim Kanale. Płyniemy przez cały Kanał, zatokę, Mestre, port i lagunę. Prawie dwie godziny. Ładne widoki i na głowę nie pada. Trochę podeschliśmy i co ważniejsze, naprawdę przestało padać. Tylko Axel mówi, że jeszcze poleje. Nie słuchamy go. Wracamy na Płac Św. Marka – wchodzimy do Bazyliki. Jest śliczna, cała taka bizantyjska. Chodzimy uliczkami, nad kanałami. Na targu rybnym widzimy głowę jakiegoś potwora. W końcu zmęczeni (Ola i Zyga wręcz upadli) wracamy do portu i płyniemy na kemping. Szybki obiadek i do kąpieli. Po pożegnaniu z Adriatykiem wracamy do namiotów i układamy się do snu.


Wyprawy

<< Październik 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V