4 - dzień czwarty

Waging - Heiligenblut

Tej nocy Axel pławił się w luksusie wykrochmalonej pościeli i niemieckiego łóżka. Nie zaklinał deszczu i ranek okazał się może nie pogodny, ale przynajmniej suchy. Momentami przez chmury przedzierało się coś jakby słońce. Punktualnie o 7.30 zeszliśmy do jadalni na śniadanie. Chlebek, wędlina, serek, soczek, kawa – było fajnie. Po śniadaniu chwila odpoczynku na tarasie i ruszamy dalej na południe. W coraz ładniejszej pogodzie, wśród wzgórz, posuwamy się w kierunku Austrii. Po drodze stajemy przy oryginalnym kościółku oraz cmentarzu poległych niemieckich żołnierzy. Co prawda większość tabliczek chodzi z Ruslandu, ale parę nosi napis Polen. Ruszamy dalej i po chwili, jakoś niezauważenie, jesteśmy w Austrii. Tankujemy i dojeżdżamy do Zell am See. Stajemy przy jeziorze, spacerek, parę fotek. Pokazuję Axelowi naszą dalszą drogę, a on na widok skalnej bariery tonącej w ciemnych chmurach blednie i słania się niepokojąco. W końcu ruszamy. Przejazd przez miasteczko był trudny – korki, wąskie uliczki. W końcu wjeżdżamy z szeroką dolinę i zaczynamy mozolną wspinaczkę na grań Wysokich Taurów. Po chwili mała formalność – barierka, 18 E i stajemy się właścicielami naklejki upamiętniającej przejazd przez Gross Glockner Hoch Alpen Strasse. Pogoda jakby lepsza. Trochę słońca pomiędzy chmurami, czasem otwierają się wspaniałe widoki. Mijamy kolejne serpentyny – na każdej jest podana aktualna wysokość – 1000, 1500, 2000, 2500 – prawie 2600 m npm. Wjeżdżamy na szczyt Edelweiss Spitz – czyli Góry Szarotek – najwyżej położonego punktu trasy. Końcówka drogi to ostre zakręty na stromej ścianie, praktycznie bez barierek. Droga zrobiona ze śliskiej kostki, wąska i wilgotna. Co chwilę zakręt o 180o lub więcej. W końcu szczyt. Tym razem Zyga dotarł nieco roztrzęsiony – kostka widocznie mu nie służy. Widok byłby wspaniały, ale my musimy łapać jego fragmenty pomiędzy drącymi się chmurami. Jest chłodno. Zwiedzamy co się da, włącznie z muzeum poświęconym rajdom motocyklowym na tej drodze, zwierzątkom i minerałom. Ruszamy dalej – droga teraz wiedzie bardziej poziomo przez hale na wysokości około 2200. Stajemy przy malowniczym jeziorku na drugie śniadanie. Po posiłku ruszamy dalej. Zbliżamy się do grani głównej, jeszcze parę fotek w śniegu i nagle po krótkim tunelu wjeżdżamy w inny świat – niebieskie niebo, ciepło, ogromne, ośnieżone szczyty masywu Gross Glocknera. Zjeżdżamy w dół. Na rondku skręcamy w prawo i ponownie wznosimy się w górę. Mijamy wysoki wodospad. Przed nami lodowce na północnej ścianie Gross Glocknera (Wielkiego Dzwonu) oraz największy lodowiec Austrii – Pasterze. Niestety, od mojego ostatniego pobytu nad nim ubyło go kilkaset metrów. Kolejka, która zwoziła turystów na lodowiec kończy się na morenie i trzeba sporo podejść, żeby zobaczyć kawałek lodu. Koło schroniska Cesarza Franza Josepha pojawił się wielopoziomowy parking. Na szczęście parking dla motocykli był na ziemi i stosunkowo pusty. Pooglądaliśmy wszystko, włącznie z czopkiem zbudowanym na stoku, gdzie mieści się kolekcja biżuterii Svarowskiego. Nic mi się w nim nie podobało, ale widzieliśmy wśród kosówek całkiem żywego świstaka, przez darmowe lunety drogę podejściową na Glocknera i pomnik Kaisera. Stał sobie ten Kaiser w kapeluszu, z giwerą. Pewnie łobuz polował na zwierzęta halskie. Jak mu nie wstyd! Zrobiło się późno i ruszyliśmy w dół. Dość szybko dojechaliśmy do Heiligenblut na kemping. Wysokość nieco ponad 1300 m npm. Rozbiliśmy namioty na trawce. Na basen jakoś nikt nie miał ochoty, nie wiem czemu. Zjedliśmy obiad i poszliśmy do baru na piwo. Zaszło słońce, temperatura niepokojąco zaczęła opadać. Nieco nadmiernie ubrani wpakowaliśmy się do śpiworów i zapadliśmy w sen sprawiedliwych.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V