3 - dzień trzeci

Prachatice - Waging

Siła zaklęć Axela jest niezmierna. Padało całą noc. Rano wstaliśmy, zeszliśmy do naszych motorków. Na dworze nadal mżyło. Nieśpiesznie zjedliśmy śniadanie i pogoda się poprawiła. Przestało padać. Ponieważ po drodze płynęły potoki wody, ubraliśmy buciki p/deszczowe i ruszyliśmy do Niemiec. Zatankowaliśmy paliwo, kupiliśmy dobry chlebek i w pięknej, beskidzkiej scenerii gór Szumawy wjechaliśmy do kolejnego państwa. Niezłą drogą, z zakrętami, wśród lasów jechaliśmy, jechaliśmy, aż dojechaliśmy do Pasawy. Stanęliśmy na parkingu nad rzeczką, pogadaliśmy, oglądnęliśmy zamek biskupów, potem z drogi rzuciliśmy okiem na centrum i ruszyliśmy na południe. Początkowo autostradą, potem drogą lokalną jechaliśmy w kierunku Altötting. Na przydrożnym parkingu zjedliśmy drugie śniadanie. Niebo z każdą chwilą robiło się ciemniejsze. Przed Altötting zaczęło padać. Dojechaliśmy do centrum. Altötting słynie z tego, że w roku 1489 wydarzyły się tu dwa przywrócenia do życia. Zabytkowa kaplica, w której znajduje się obraz Czarnej Madonny z Altötting została zbudowana ok. 700 roku, natomiast obraz Matki Bożej z Altötting pochodzi z roku 1330. W ołtarzu głównym w kaplicy znajdują się srebrne urny z sercami książąt bawarskich, biskupów oraz sześciu królów Bawarii. W tej miejscowości urodził się infułat Georg Ratzinger (1924), brat papieża Benedykta XVI. Motory zaparkowaliśmy przy drodze i poszliśmy oglądać kaplicę. Deszcz uwięził Axela z Olą pod przydrożnym drzewem. Pooglądaliśmy kaplicę, a ich nie ma. Poszedłem więc z odsieczą. Drzewo już przeciekało i biedacy kulili się przy samym pniu. Siłą i perswazją, z tym, że siła miała tu większe znaczenie, oderwałem ich od pnia i zaciągnąłem do podcieni kaplicy. Pooglądaliśmy ponownie kaplicę, obrazki różnych kataklizmów, gdzie z pomocą poszkodowanym przyszła Madonna z Altötting. Muszę przyznać, że większość dotyczyła różnych faktów związanych z działalnością służby zdrowia. Mała jest wiara mieszkańców Bawarii w możliwości niemieckiej służby zdrowia. Mnie najbardziej przypadł do gustu obrazek przedstawiający mężczyznę idącego górskim szlakiem i wypadający z przelatującego wysoko samolotu kulisty przedmiot. Obrazek nie precyzował co to było, ale z przelatującego samolotu wypaść może w zasadzie tylko wiadomo co. Obrazek nie mówił, czy kulisty przedmiot dzięki cudowi nie trafił w w/w mężczyznę, czy w pobliżu akurat były ćwiczenia operatorów myjek wysokociśnieniowych Kärcher. Pooglądaliśmy kościół, wszelakie pomieszczenia zadaszone oraz przestrzenie przesłonięte daszkami, a deszcz nie ustawał. Po drugiej stronie rynku zobaczyliśmy knajpkę z markizą. Markiza trochę przeciekała, ale nic to. Niestety, okazało się, że była jakaś impreza i nic nam nie podadzą. W pobliżu była mała knajpka, gdzie udało nam się usiąść przy stoliku i zamówić piwo i białą kiełbasę z wody. Kiełbasę podano w aluminiowych garnkach, ale bądźmy sprawiedliwi – dołożono do tego talerze i sztućce. Zamiast pieczywa każdy dostał po przesolonym obwarzanku. Zjedliśmy, wypiliśmy i Axel poszedł do klopa. Wrócił zniesmaczony wielce – nie było nawet papieru. A tu Bawaria, Niemcy ! Obraziliśmy się śmiertelnie i poszliśmy do motorów. Stały bidulki przy drodze, tak jak je zostawiliśmy, tylko jakieś takie przemoczone. Postanowiliśmy więc ruszyć dalej. W stosunkowo suchej bramie ubraliśmy kompletne ubranka przeciwdeszczowe i zdecydowaliśmy się szukać noclegu. Najbardziej odpowiednie wydało nam się miasteczko Waging położone przy sporym jeziorze. Po kilku kilometrach przestało w zasadzie padać. GPS prowadził wąziutkimi, stromymi dróżkami, nie zawsze asfaltowymi. Przed Waging pojawił się obiecujący napis Zimmer Frei – stanęliśmy, zapukaliśmy i rozpoczęliśmy negocjacje. Ale coś poszło źle i nas nie przyjęli. Może nie spodobały się motory, może nasza narodowość – nie wiemy. Wkurzyliśmy się i ruszyliśmy dalej. W Waging był kemping – ale z czegoś, co przypominało rozmowę z panem wynikło, że też z jakiegoś powodu nas nie przyjmą. Ale pan był na tyle miły, ze skierował nas do pensjonatu, gdzie pani nawet ucieszyła się z naszego przyjazdu i przydzieliła nam pokoje. Widok z okiem mieliśmy niezwykle budujący – na okoliczny cmentarz. Ku uciesze Axela, pani wykrochmaliła pościel, napaliła w piecu i nas zakwaterowała. Z radości wypiliśmy po piwie, zjedliśmy po bratwurszcie i z powodu nadciągającego zmroku powoli udaliśmy na spoczynek. A tymczasem chmury ustępowały i pojawiło się coś w rodzaju słońca – ale bez przesady.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V