6 - dzień szósty

Sołoniec - Dej

Po przebudzeniu jeszcze krótki spacerek po wiosce i jedziemy dalej. Pierwszym naszym celem był kolejny malowany klasztor w Gura Homorului. Do niego dojechaliśmy bez większych problemów, tylko jedno zawracanie. Był ładny, ale największe wrażenie zrobił jednak pierwszy. Wobec tego jedziemy zobaczyć ostatni z zaplanowanych klasztorów w Voronet. Wg przewodnika ten jest najładniejszy i tak było rzeczywiście – wspaniała bryła, doskonale zachowane freski, no super. Tylko ta komercja – bardzo psuła wrażenie, sklepiki, kramiki itp. Zdecydowanie trzeba jednak go zobaczyć. W Voroncu kończyła się nasza trasa i zaczynał powrót. Wyskoczyliśmy więc na bardzo główną drogę i ruszyliśmy ostro na zachód. Nasze szczęście nie trwało jednak długo, zaczęły się osławione remonty nawierzchni. Jedziemy więc skokami, od świateł do świateł. Na jednym z takich odcinków gutek (w sensie motocykla) odmówił posłuszeństwa, czyli stanął. A stanął wyjątkowo złośliwie na bardzo zakurzonym, a ruchliwym odcinku drogi – każdy pojazd obrzucał nas nową porcją białego pyłu. Pooglądaliśmy pobieżnie motor, wydawał się całkiem dobry, więc schłodziliśmy mu trochę silnik przy pomocy wielozadaniowej szmaty gutkowej (WSG). Ruszył, i jechał, no może nie idealnie, ale jechał. Wyjechaliśmy na przełęcz Pasul Tihuta i stanęliśmy na obiadek. Słoneczko świeciło, ale było zimno i wiało. Jedliśmy więc z kurtkach. Wzięliśmy sobie jakieś tajemnicze ciorby i drugie danie. Zjedliśmy i jedziemy dalej. Gutek czasami się trochę buntował, ale jechał. Z lekkim błądzeniem minęliśmy Bystrzycę i w psującej się pogodzie (ale tak bez przesady) dojechaliśmy do Dej. Tu był w planie nocleg, więc stanęliśmy w losowo wybranym miejscu i zapytaliśmy losowo wybranego pana o możliwość spania. Z jego rumuńskiego bełkotu wyłapałem słowo dormir, co po francusku znaczy spać, a że języki podobne, uczepiliśmy się tej opcji. Pan zaprowadził nas na pięterko, gdzie były całkiem przyzwoite pokoje z łazienkami. Przyjemność ta kosztowała nas po 40 lei na głowę, ale uznaliśmy, że w mieście i w takich warunkach jest ona do przyjęcia. Dla naszych motorów pan znalazł miejsce w magazynie napojów procentowych. Na parterze pan miał pub, więc wypiliśmy po ursusie – królu piw. To znaczy tak było napisane na butelce, bo jakość napoju nas nie powaliła. Wieczorem jeszcze krótki spacerek i udaliśmy się na nocny spoczynek.


Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V