2 - dzień drugi

Krasna Horka - Tokaj

Wstaliśmy niezbyt wcześnie, tego dnia mieliśmy do przejechania tylko niewielki odcinek drogi. Zjedliśmy, co było do zjedzenia, wypiliśmy, co było do wypicia. Przy pożegnaniu właściciel pensjonatu polecił nam wycieczkę do miejsca objawienia NMP dwóm małym dziewczynkom, w pobliskiej wiosce. Więc pojechaliśmy. Motory zostawiliśmy koło boiska i już pieszo udaliśmy się przed siebie szlakiem, nad którym objęło patronat samo UNESCO. Idziemy przez lasy i dąbrowy, świeci słoneczko, droga wiedzie pod górę, a my w spodniach motocyklowych. Co tu dużo mówić, było ciepło. Bardzo się dziwiliśmy, co dwie małe dziewczynki robiły same w takim dużym lesie. W końcu znaleźliśmy kapliczkę ogrodzoną płotem, parę ławek i źródełko z dobrą wodą. Wróciliśmy do motorów. Szybki przejazd pod Koszyce. Gutek w czasie jazdy robił dziwne miny i grymasy – myślałem, że skręca go z powodu braku papierosa, ale on dawał mi mimicznie znać, że w Koszycach są dobre lody. No cóż, to wyjaśniliśmy sobie dopiero na Węgrzech, więc lodów nie było. Jedziemy dalej. Zjeżdżamy z głównej trasy w lewo i po chwili na wzgórzu, niewykluczone, że wulkanicznym, zobaczyliśmy mury sędziwego zamczyska. Spodobało nam się owo zamczysko i podjechaliśmy pod samą bramę. Okazało się, że nazywa się Boldogkovar, jest duże i nieco nadwyrężone przez ząb czasu. Gutek próbował zdobyć twierdzę emablując panią przy wejściu, ale widocznie stara prawda, że „Polak Węgier dwa bratanki", nie odnosi się do strażniczek dostojnych budowli. Więc zobaczyliśmy mury, widoki ze wzgórza i ruszyliśmy już prosto do Tokaju. Zajechaliśmy na nasz ulubiony kemping „Cisa", wrzuciliśmy rzeczy do domku i uzbrojeni w plastikowe butelki o znacznej pojemności łącznej ruszyliśmy na ulice miasta. Na początek poszliśmy do pobliskiej czardy na słynną węgierską zupę rybną i piwo. Były świetne. Pokrzepieni cieleśnie poszliśmy dalej. Znaliśmy taką piwniczkę w Tokaju, gdzie wino leje się strumieniami, pani jest miła i nie kasuje za degustację. No więc zdegustowaliśmy wszystko. Następnie pani napełniła nasze butelki, a my jeszcze sprawdziliśmy co jest w beczkach. Pani chyba nas polubiła, bo dała w prezencie dodatkowe 1.5 l węgrzyna. Bardzo się przydał na wieczór. Do końca dnia spacerowaliśmy nad brzegiem Cisy, spożywając słodki napój sprezentowany nam przez panią.


Wyprawy

<< Październik 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V