4 - Dzień czwarty

Przejazd z Baile Felix do Hunedoary

Tradycyjnie lało przez całą noc. Wieczorem oglądaliśmy wszelkie możliwe prognozy, ale nie były optymistyczne. Wszędzie opady deszczu, powodzie. Migawki z TV nie napawały optymizmem. W związku z tym, Memento wraz z Axelami podjęli decyzję o odwrocie. Pożegnaliśmy się i chłopaki pojechały na północ, do krainy rwących rzek, powodzi i kataklizmów. Reszta zapakowana we wszelkie deszczochrony w niezłej zlewie ruszyła na południe w nadziei, że tam gdzieś jednak jest słońce. Początkowo szło nam nieźle, droga była nienajgorsza i ruch umiarkowany. Potem zaczęły się góry. Droga fatalna, same dziury ukryte pod wodą i naniesionym przez nią szuterkiem, mgły, ostre zakręty. Na jednym z nich odjechało mi w dziurze przednie koło i złapałem szlifa. Nic by nie było, ale gmol wpadł do kolejnej dziury i się złożył, blokując pedał hamulca, pękł nieco przedni błotnik, z części reflektora zrobiła się harmonijka i prawy podest poszedł nieco do góry. Ja z kolei wpadłem ramieniem do jeszcze innej dziury nabawiając się ślicznego siniaka na przestrzeni około 20 cm klatki piersiowej. Motor szybko postawiliśmy na koła, wspólnymi siłami wyprostowaliśmy gmol, który oczywiście pękł przy tej operacji i na tak uzdatnionym do podróży sprzęcie ruszyłem dalej. Zbliżała się pora obiadowa, więc rozpoczęliśmy poszukiwania knajpki, gdzie można by coś zjeść i wypocząć po przeżyciach. Niestety, na odcinku kilkudziesięciu kilometrów jedzenie było nie do zdobycia z powodu awarii sieci energetycznej. W końcu dojechaliśmy w okolice, gdzie prąd był. Szybko znaleźliśmy jedzonko i już w lepszych nastrojach ruszyliśmy dalej na południe. Niestety, pogoda nadal nieciekawa. W końcu zjechaliśmy na niziny, w jakieś cywilizowane strony, ruch się zaczął duży i chaotyczny, a nawet pojawiły się 4 pasy na jezdni. I tak dojechaliśmy do Hunedoary, miasta słynnego z posiadania ładnego zamku. Postanowiliśmy tu stanąć na noc. GPS szybko doprowadził nas do pensjonatu, gdzie dostaliśmy pokoje wyposażone z skórzane meble, łazienki i inne wygody. Miejsce budziło zaufanie i nie martwiły nas stojące na dworze motory. W motorze Schizma słychać było różne nieprzyjemne piski, więc nabraliśmy podejrzeń, że klocki tylnego hamulca nie są do końca dobre. Nieopodal naszego pensjonatu był warsztat samochodowy, a chłopaki sprawiały wrażenie, że motocykl już w życiu widzieli. Ku naszemu zdziwieniu obiecali, że na następny dzień ściągną odpowiednie klocki. I to w kraju motocykli nieznającym. Tego wieczoru pocieszenia szukaliśmy w lokalnym, rumuńskim napoju procentowym.


Wyprawy

<< Wrzesień 2019 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2019 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V