1 - Do i przez Hiszpanię

Portugalia – Zlot w Faro i nasze wakacje 2010 na motorach.

 

Zaczęliśmy myśleć o wyprawie do Portugali w sezonie 2009 ale tak się nam poukładało, że musieliśmy przełożyć na 2010…

Na poważnie rozpocząłem planowanie detali w marcu 2010. Wiedziałem, że żona Beti nie może się wyrwać z pracy na całe 3 tygodnie dlatego zaplanowałem, że pojadę z synem Kamilem i motocyklami (na przyczepce) wcześniej, a żonka doleci do Barcelony samolotem i stamtąd już razem rozpoczniemy cruiserowanie do Portugalii. Takie rozwiązanie zaoszczędziło nam co najmniej 3-4 dni (2200 km) jazdy autostradami na motocyklach oraz sporo kasy (7 l/100 km diesla + pojedyncze opłaty autostradowe na odcinku Mysłowice-Barcelona w miejsce 2 x 6 l/100 km benzyny i podwójne opłaty). Koszty wypożyczenia przyczepki (650 pln) i bilet lotniczy (350 zł) zwróciły się z naddatkiem.

Naszą podróż rozpoczęliśmy 14-tego Lipca w Barcelonie. Samochodzik i przyczepka zostały na lotnisku, a my na motocyklach obładowani jak wielbłądy podróżne ruszyliśmy na południe.

Już od samego startu zaczęły się problemy. Mój motocykl (Suzuki VZR M 1800) najwyraźniej chciał mnie pokarać za przewożenie go na przyczepce i nie chciał jechać – dosłownie - nie miał mocy dławił się i szarpał. Kiedyś miałem już taki objaw po zatankowaniu paliwa i podejrzewałem jak poprzednio ustąpi po kilku kilometrach. Podjechaliśmy na bramki autostradowe, zapłaciłem za siebie i za Beatę i ruszyliśmy. Powiedziałem do żonki przez interkom, że pojadę kilka kilometrów szybciej (jej Honda rozpędza się tylko do prędkości autostradowej). Myślałem, że jak przegonię trochę motocykl zacznie pracować normalnie. I pojechałem…

Za ok. 10 km było zwężenie i tam poczekałem na żonę i już razem zjechaliśmy na pobliską stację paliw na kawę. Motocykl nadal nie wyrażał chęci do poprawy zatem zdenerwowany chciałem zakupić jakieś napoje chłodzące i kawy. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się że….nie mam portfela !

O f..ck ! Zgubiłem portfel !

Po krótkiej dedukcji doszliśmy do wniosku, że mogło się to stać a) na bramkach - po zapłacie mógł mi wypaść na pasie lub b) jak jechałem szybciej. W każdym innym wypadku żona stale jadącą za mną powinna coś zauważyć. Wsiadłem na moto Beti i pojechałem szukać portfela. Wróciłem po ½ godzinie – bez efektów. Odpoczęliśmy i pojechałem jeszcze raz – tym razem z Kamilem. Znów NIC. Totalnie zrezygnowany pojechałem na Policję zgłosić zgubę (a było co zgłaszać: dowody rejestracyjne z motocykli, samochodu i przyczepy, prawo jazdy, dow. os., karty bankomatowe i kredytowe, trochę cashu..180 EUR). Po drodze dowiedziałem się że są dwie policje….niebieska (miejska) i czerwona (ta właściwa). Po 2 h wróciłem kwitkiem „denuncji” (zaświadczenia) o zgubie. Zacząłem grzebać przy moto. Diagnozy były dwie – pompa paliwa i świece lub przewody do świec. Zrobiło się późno i postanowiliśmy poszukać noclegu. Na pobliski camping dostaliśmy się na raty (na jednym moto przewożąc na zmiany kolejne osoby i bagaż) ale już po 2 h byliśmy w knajpce zapijając trunkami nie bezalkoholowymi nasze żale…

Obudziłem się o 5tej. Coś nie dawało mi spać. Leżę i myślę…w końcu wstaję po cichutku, wypycham moto Beaty poza kamping i ruszam.

Jeszcze raz na autostradę. Tym razem zatrzymuję moto co kilkaset metrów i na piechotę sprawdzam pobocze i pas zieleni oddzielający drogę w miejscu gdzie jechałem szybciej. Trwało to z godzinę wreszcie znajduję kilka monet na pasie zieleni. Podniecony zaczynam szybciej iść do przodu. Znajduje 20 EUR potem kolejne swobodnie wiszące na krzakach. Wreszcie banknot 50 EUR i portfel - puściutki (tzn bez jednego papierka w środku - a zbierałem wszystkie kwity autostradowe i inne). Pozostała część (karty, dokumenty) na swoim miejscu !

WOOOW ! Sukces ! Jest dobrze ! Wysyłam sms do żony i syna.

Jadę do motocykla. Postanowiłem poskładać go i kontynuować jazdę jak do tej pory (z szarpaniem), a na miejscu naprawić usterkę. Poskładałem maszynę odpalam i ….chodzi !!!! O ja nie mogę CHODZI !!!!

Spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej. Tego dnia 750 km przez środkową Hiszpanię momentami przy temp. 38 o C. To był miejscami hardcore ale daliśmy rady – częste postoje i chłodzenie się na stacjach benzynowych to konieczność. Bardzo widokowa droga w okolicach Santa Elena - kanion rzeki Despenaperros (Desfiladero des Despeñaperros) – nasze tłumaczenie „droga desperatów” nie potwierdziło się :). Poza tym raczej nuda nie licząc spotkania z grupką HD także podążającą na zlot. Na jednym z wiaduktów pokazałem im jak szybko VZR może się oddalać (znikający punkt hehehe) i pewno dlatego potem jak tankowaliśmy się na tej samej stacji z podziwem patrzyli w naszą stronę, a zwłaszcza jak rozszyfrowali nasze rejestracje. W barze zaczęliśmy rozmawiać, a nawet zostaliśmy poczęstowani kawą. Nie byłem w stanie przekonać jednego z nich, że płacimy za siebie…:)). Późnym wieczorem zaczęliśmy poszukiwać noclegu ale wszystko na co natknęliśmy było za drogie albo nie było miejsc. W końcu w miejscowości Andujar krążąc po mieście zapytałem o tani hotel lokalnego motocyklistę. Zadzwonił gdzieś i kazał jechać za nim. Po chwili cieszyliśmy się klimatyzowanym pokojem, łazienką i zimnym piwem ! ZAWSZE pytajcie motocyklistów – pomogą Wam.

Kolejnego dnia pozostało nam ok. 430 km do celu - Faro. Dosyć widokowa i kręta droga w okolicach Cordoby. Najtrudniej tego dnia było przebić się przez Sewillę ale w sumie OK. Właśnie tam zauważyliśmy całe tabuny motocyklistów podążających w tym samym co my kierunku. Wczesnym popołudniem zameldowaliśmy się na zlocie.



Wyprawy

<< Październik 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V