U Janulosa

Jesienna przejażdżka po Podbeskidziu

Szybka i spontaniczna akcja Mikiego pozwoliła na zebranie w niedzielne przedpołudnie wcale licznej grupy motocyklistów. Pierwsze spotkanie miało miejsce na stacji BP w Kobiórze, gdzie Beti z Mikim posilali się przed podróżą. Po chwili z piskiem opon zajechała na stację cała rodzina Axelków. Pościskaliśmy się, pogadali i pognaliśmy do Piasku na spotkanie z Belmondem i Kojotem. Po uroczystych powitaniach nastał czas na uzgodnienie trasy. Uzgodnienie pierwszego etapu było stosunkowo proste, ponieważ o 11:00 czekał na nas w Zatorze Ziutek. Ruszyliśmy więc w tamtą stronę niekoniecznie najkrótszą drogą, ale z pewnością najładniejszą. Niestety jej urok zmalał tuż za Pszczyną, gdzie była najnormalniej w świecie zamknięta. Opłotkami i dróżkami ostatniej kolejności odśnieżania objechaliśmy feralne miejsce i przez lasy i dąbrowy pognaliśmy na Międzyrzecze. Pamiętając o wrednym charakterze leśnych bydlątek, w tym licznej grupy żubrów zamieszkujących te lasy, jechaliśmy ostrożnie i rozglądaliśmy się na boki. Na szczęście nic nam nie wyskoczyło i tak dojechaliśmy do miejsca zamieszkania Zwola. Ostry zakręt i po około 1 kilometrze znowu zakaz wjazdu. No Zwolu jest odcięty od świata. Skręciliśmy więc gdzie się dało, a dało się wyłącznie w prawo i naprawdę śliczną dróżką, przez lasy i pola, z ładnymi widoczkami dotarliśmy do Oświęcimia. Przez miasto przejechało się dość dobrze i kilka minut przed 11 byliśmy na zatorskim ryneczku. Myślałem, że widzę niezbyt dobrze, bo zamiast Ziutka przed oczami miałem spore stadko motocykli, choć niekoniecznie cruiserów. Jednak w tym tłoku wypatrzyliśmy naszego Ziutka. Znowu uściski, gadka. Axelek opuścił nas na chwilę w poszukiwaniu czegoś dla niego niebywale ważnego. W końcu zdecydowaliśmy się na mały, ale nieplanowany nalot Janulosom, w końcu dawno ich nie widzieliśmy. Więc znowu śliczną traską, przez malownicze wioski, z widokami na coraz bliższe góry dotarliśmy do Andrychowa, potem do Kęt i już po chwili z warkotem wtoczyliśmy się na Januszowy plac. Chwilowo ich nie było, ale że mieli się pojawić za parę minut, obsiedliśmy ich trawniki i podwórko. Po kilku minutach Janusz dziarsko pchając przed sobą pojazd z prawie najmłodszym członkiem SRC pojawił się w polu widzenia, z rozbrajającym zdziwieniem malującym się na twarzy. By nie rzec osłupieniem. Doszła Kasia, więc znowu uściski, śmiechy. Mam nadzieję, że się ucieszyli z naszego nalotu. Rozsiedliśmy się w ogródku, Kasia podała kawę i ciasta. Żeby nie przeciągać struny w końcu pożegnaliśmy się i pojechaliśmy w stronę Żywca przełomem Soły. Małe tankowanie i w dość dużym ruchu dotarliśmy do Szczyrku. Tu się pożegnaliśmy - większość poszła do knajpy coś zjeść, a Ziutek i ja pojechaliśmy do domów. Dzień trzeba podsumować jako bardzo miły, a pogoda zaskoczyła nas pozytywnie. Nawet podstępne zaklęcia Axelka nic nam nie mogły zaszkodzić.



Wyprawy

<< Październik 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V