Finlandia w Ziutkolandii

Pozsezonowe spotkanie u Ziutków

 

 

W sobotnie popołudnie do Ziutkolandii ruszyły liczne zastępy motocyklistów. Niestety, z powodu licznych przeciwności losu, zastępy motocyklistów na ogół nie przyjechały na motocyklach. Honor Klubu uratowali jedynie Andy z Rychem, którzy z Wrocka przyjechali z hukiem wielkim na swoich stalowych rumakach. Ale w końcu, oni mieli blisko - tylko nieco ponad 300 km w jedną stronę. Co się działo na początku imprezy trudno dociec, bo się nieco spóźniłem. Biorąc jednak pod uwagę wielkość mojego karniaka, który rzekomo się uzbierał sprawiedliwie, do mojego przyjazdu popłynęło morze finlandii. Ale to w końcu morski kraj. Do zagryzania głównej bohaterki wieczoru, czyli właśnie finlandii, była zupa czesnakowa, sterty rewelacyjnych placków po węgiersku, torty i inne dobre rzeczy, których z powodu owych placków nie było mi dane skosztować. Tematem przewodnim imprezy, mam wrażenie, była odwieczna przyjaźń pomiędzy Śląskiem a Zagłębiem. W każdym razie tak to wyglądało. W wolnych chwilach pomiędzy salwami śmiechu i kultywowaniu owej przyjaźni, omawialiśmy wcale ciekawe plany na rok przyszły, oraz ogólne problemy związane z organizacją Klubu. W końcu ciemną nocą, by nie rzec nad ranem, z Ziutekplaztu znikały kolejne auta wywożąc do domów rozochoconych biesiadników. W końcu impreza doszła do swego końca i ostatni z balangujących rozjechali się do okolicznych hotelików. Najfajniej miał się Axel, który ową drogę przebył w bagażniku, kontemplując gwiazdy. Nie bardzo to rozumiem, najpewniej owe gwiazdy były efektem licznych kontaktów głowy Axela z klapą bagażnika w czasie pokonywania licznych ziutkowych wybojów. W każdym razie rano przy śniadaniu Axel z uporem opowiadał o kolejnych zapamiętanych w czasie tej podróży konstelacjach i gwiazdozbiorach. We wczesnych godzinach popołudniowych, czyli o 10:00 zebraliśmy się w restauracji o miłej nazwie Gawęda na śniadanko. Upłynęło ono w serdecznej i przyjacielskiej atmosferze, czemu wyraz dali Axel z Petrolem przebrani w mundury bratnich armii, czyli polskiej i czerwonej, obejmujący się serdecznie. Po jedzeniu wróciliśmy do Ziutka, gdzie po chwili z hukiem przyjechali Rycho z Andym. Jako, że drogę mieli dość znaczną, pożegnali się i pojechali na zachód, a reszta towarzystwa zaatakowała muzeum lotnictwa w Krakowie. Bardzo nam się ono spodobało, pooglądaliśmy z przejęciem kolejne eksponaty, nieco dziwiąc się brawurowej odwadze ludzi pilotujących te konstrukcje, a może brakowi wyobraźni czy sile ówczesnych dopalaczy. Po takiej dawce wiedzy poczuliśmy potrzebę spożycia czegoś dobrego i pojechaliśmy do centrum na obiad do knajpy gruzińskiej. Dzięki czynnej pomocy Ziutka udało nam się zaparkować auta dość blisko centrum. Knajpę znaleźliśmy bez bólu, obiadek był niezły i egzotyczny. Po obiadku spacerek po rynku, krótkie uczestnictwo w ulicznym przedstawienie Break Dance. Dla wyjaśnienia dodam, że nasze uczestnictwo polegało na biernej obserwacji kilku chłopaków miotających się po ziemi bez wyraźnej przyczyny. Bo obiektywnie nic ich nie zmuszało do takiego zachowania - nie gryzł ich żaden duży drapieżnik, nie kąsały roje moskitów, ani nie dostali napadu padaczki. Po zwiedzeniu rynku i podziwianiu ogromnego ogonka do rynkowego muzeum wróciliśmy do aut i po wzajemnym uściskaniu się pojechaliśmy do domów. Ostatnim zaskoczeniem tego dnia był niebywały tłok w lokalu wyborczym, gdzie nie miałem nawet kawałka blatu na postawienie w sumie kilku krzyżyków.

 



Wyprawy

<< Grudzień 2018 >>
PonWtŚrCzwPtSobNie
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Pogoda

Zaplanuj trasę

Przyjaciele klubu

  • Klub motocyklowy - The Club
  • MOTO-TURYSTA
  • Doctor Riders
  • South Riders Club

© 2018 SRC.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

Webdesign: V